If you can fill the unforgiving minute with sixty seconds worth of distance run...

Bliski Wschód

poniedziałek, 08 marca 2010

Szef dubajskiej policji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zapowiedział, że służby imigracyjne w jego mieście od teraz będą rozpoznawać i zatrzymywać na granicy Izraelczyków nawet jeśli posługiwać się będą innym paszportem.

To oczywiście reakcja na niedawne zabójstwo działacza Hamasu w tym mieście, zabitego być może przez grupę agentów Mossadu posługujących się podrobionymi paszportami kilku krajów europejskich oraz Australii.

Gen. Dahi Chalfan al-Tamim powiedział na konferencji prasowej, że do tej pory władze ZEA wpuszczały do tej pory do kraju Izraelczyków, jeśli wjeżdżali na paszporcie innego kraju (bo Izraelczykom nie wolno w ogóle wjeżdżać do ZEA, pozostaje tajemnicą, jak do tej pory sużby ZEA wiedziały, że człowiek wjeżdżający np. na paszporcie polskim lub chilijskim ma drugie, izraelskie obywatelstwo). Ale od teraz jeśli oficer służby emigracyjnej będzie podejrzewał, że przylatujący do Dubaju Japończyk (na przykład) jest jednocześnie Izraelczykiem, to go nie wpuści.

- Nie mamy problemu z rozpoznaniem Izraelczyków po ich twarzach i wymowie - powiedział generał dziennikarzom na pytanie, jak ma zamiar wprowadzić zakaz w życie. Muszę przyznać, że ja też nie mam problemu z rozpoznaniem antysemity. Po tym, co mówi.

Trudno bowiem o bardziej otwarty przykład antysemityzmu. No bo jak służby ZEA rozpoznają, kto jest Izraelczykiem? Po pejsach? Oczywiście - jak ktoś będzie wyglądał na Żyda, to nie wjedzie. Nie ma innej możliwości wprowadzenia w życie decyzji generała Dahi.

Jeśli nie zostanie wpuszczony do ZEA jakiś Polak, bo będzie wyglądał na Izraelczyka (czytaj - na Żyda), to mam nadzieję, że Polska odwdzięczy się zakazem wpuszczania do Polski wszystkich Kenijczyków, Chińczyków i Amerykanów, którzy będą wyglądali jednocześnie na obywateli ZEA - czytaj każdego człowieka wyglądającego na Araba.

PS oczywiście kpię z tym zakazem, ale muszę przyznać, że takie idiotyzmy przedstawiane oficjalnie przez wysokiej rangi urzędnika ZEA wiele mówią o środowisku, z którego gen. Dahi się wywodzi.

19:52, bartosz.weglarczyk , Bliski Wschód
Link Komentarze (19) »
czwartek, 09 lipca 2009
środa, 24 czerwca 2009

Wielu czytelników Endgame prosi mnie, żebym napisać coś o Iranie. W przeciwieństwie do wielu moich kolegów po fachu, ja jednak mam zawsze problem z pisaniem o rzeczach, o których moi przyjaciele z GW piszą dużo lepiej i ciekawiej.

Zamiast więc moich własnych przemyśleń (te są proste - Irańczycy jako jeden z najlepiej wyedukowanych i najciekawszych narodów świata muzułmańskiego zasługują na coś więcej, niż demokracja w wydaniu średniowiecznym) polecam dwa niezwykle ciekawe teksty z dzisiejszej GW:

Tomek Bielecki pisze o roli, jaką w ostatnich protestach ulicznych w Iranie odgrywają kobiety. W Iraku ich nie widzimy, w Libanie trochę, w Iranie - wydają się pełnić rolę niemal kluczową. Mogę nieskromnie dodać, że bardzo chciałem, by taki tekst się w GW ukazał. Drugi tekst to świetny komentarz Mariusza Zawadzkiego o tym, jak ajatollahowie przespali wielką swoją szansę. Tekst przewrotny, ale prawdziwy.

01:28, bartosz.weglarczyk , Bliski Wschód
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 maja 2009

Zachęcam do przeczytania bardzo ciekawej i - co najważniejsze - niedługiej analizy Josepha Cirincione (jego fascynująca historia broni nuklearnej tutaj) w Foreign Policy o atomowych aspiracjach Bliskiego Wschodu. Cirincione słusznie ostrzega, że za ostatnimi deklaracjami kilkunastu krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Płn. nie stoi nagły niepokój o efekt cieplarniany:

Over the past three years, a dozen Middle East countries have declared their intent to pursue civilian nuclear programs, including Egypt, Morocco, Saudi Arabia, Tunisia, and Turkey. Sixty years after the nuclear age began, these states have suddenly become interested in nuclear power. I have a hard time believing that Middle East leaders got together to watch Al Gore's movie and decided to reduce their carbon footprint. This is not about energy. It is about Iran.

Make no mistake: We are witnessing the beginning of a Middle East nuclear arms race. Iran's rivals do not want Tehran to gain the military, political, and diplomatic advantage that nuclear weapons convey. They are beginning the decades-long process of developing technologies to match Iran's capabilities. All of this is legal, by the way, under the Nuclear Non-Proliferation Treaty. In fact, nuclear weapon states are obliged to sell non-weapon states nuclear technology for peaceful purposes. It is one of the two grand bargains in the treaty. And it could spell our doom.

Zgadzam się z Cirincione. Maroko nie ma problemów z energią i nie potrzebuje elektrowni atomowej. Podobnie Tunezja, czy ZEA. Oczywiście jest prawdą, zgodnie z prawem nikt tych krajów nie powstrzyma przed budową takich elektrowni - chyba że kryzys i brak pieniędzy.

Ale jeśli nawet tylko niektóre z tych krajów będą miały za 10-15 lat elektrownie, to zapewniam, że którego dnia obudzimy się słuchać zdumieni o tym, że oto mamy kilka nowych mocarstw nuklearnych. Z niestabilnymi, nieobliczalnymi rządami i silnymi ruchami islamistycznymi.

13:57, bartosz.weglarczyk , Bliski Wschód
Link Komentarze (10) »
środa, 22 kwietnia 2009
środa, 15 kwietnia 2009

Ariel Siegelman jest jednym z mądrzejszych analityków wojskowych po obu stronach Atlantyku. Były oficer izraelskiej armii, były snajper sił specjalnych, dziś Siegelman zajmuje się doradzaniem rządom i firmom w sprawach bezpieczeństwa. Na sympozjum zorganizowane przez amerykańską armię Spiegelman przygotował referat o Nowym Rodzaju Wojny.

Nowy Rodzaj Wojny to konflikt, w którym jedna strona - choć całkowicie zdominowana technologicznie przez stronę drugą - i tak wydaje jej wojnę. Dziś takie konflikty widzą codziennie na pierwszych stronach gazet, nawet wojna marynarki wojennej kilkunastu potęg świata z somalijskimi piratami jest takim rodzajem konfliktu.

Siegelman uważa, że takich konfliktów będzie jeszcze więcej, bo owa słabsza strona coraz lepiej wie, jak obracać swoje słabości w siłę. Siegelman porównuje dwie duże operacje armii izraelskiej w ostatnich latach - w Libanie w 2006 r. i w Gazie w 2008 r. I twierdzi, że w Libanie izraelscy stratedzynie poradzili sobie z problemem, ale w Gazie - już tak.

O tym, jak zmienia się wojskowe myślenie o tym, co jest zwycięstwem w takim konflikcie, i o tym, jak słabość może być siłą, a siła słabością, przeczytajcie poniżej w referacie Siegelmana:

Siegelman - New Kind of War
Publish at Scribd or explore others: Other Research Lebanon Israel
11:00, bartosz.weglarczyk , Bliski Wschód
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31
wyborcza.pl
Bartosz Węglarczyk

Szef działu zagranicznego Gazety Wyborczej

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Schronisko dla Zwierząt w Łodzi

Endgame

↑ Grab this Headline Animator

Subscribe to Endgame by Email