If you can fill the unforgiving minute with sixty seconds worth of distance run...
czwartek, 14 stycznia 2010

Państwa upadłe to będzie zmora XXI wieku. Haiti ma to szczęście (albo nieszczęście) w przeciwieństwie do innych państw upadłych, że jest krajem małym, niezbyt rozległym i w miarę łatwym do przebycia (nie tak jak np. Afganistan), ma stabilnego sąsiada (Dominikanę) i prawie wszędzie wokół morze (co utrudnia migrację np. radykałów, jak to się dzieje w Arabii Saudyjskiej czy Somalii). Leży także niedaleko od państwa bogatych, co ułatwia niesienie pomocy.

Haiti bez wątpienia jest jednak państwem upadłym. Byłem tam podczas amerykańskiej internwencji w 1993 roku i mam jak najgorsze wspomnienia. Ludzie przemili, a ci z niebieskimi oczami i imionami jak Thadeuss wiedzą nawet, że gdzie ich przodkiem był kiedyś polski legionista.

Ale struktury państwa nie działały ani wtedy, ani teraz. Takiego syfu i tak powszechnej biedy połączonej z beznadzieją nie widziałem nigdzie. Już wtedy brakowało jedzenia, a coś normalnego można było kupić tylko od złodziei i malwersantów pomocy zagranicznej. To było potworne, przygnębiające doświadczenie, jeszcze dodatkowo umacniane przez powszechne tam uwielbienie dla czarnej magii.

Dzięki swemu położeniu Haiti jest od lat utrzymywane przez społeczność międzynarodową, przede wszystkim USA i ONZ. Społeczność ta nie ma procedury postępowania z takimi państwami, a powinna. Haiti powinno zostać oficjalnie uznane przez ONZ za państwo upadłe, jego struktury państwowe powinny zostać rozwiązane, a zarządzenie nim powinni przejąć urzędnicy ONZ.

Utrzymywanie prezydenta, premiera, parlamentu, policji, wojska i innych iunstytucji państwa to na Haiti fikcja i wyrzucanie pieniędzy w błoto. Ale oczywiście nikt się na taki krok nie zdecyduje. Więc pałac prezydencki zostanie odbudowany jako pierwszy, bo przecież prezydent musi gdzieś urzędować, a w slumsach Port-au-Prince (czyli poza jedną dzielnicą - wszędzie) będzie tak samo jak dotychczas, tylko gorzej.

PS jakoś cały świat patrzy teraz z nadzieją na armię amerykańską. Jak przychodzi co do czego, to amerykański lotniskowiec okazuje się być wytęsknionym widokiem. Tak było przy tsunami, tak jest i teraz. 

20:46, bartosz.weglarczyk , Ameryka Płd.
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 11 stycznia 2010

Dziś gościnnie recenzja pióra mojego przyjaciela z Działu Zagranicznego GW Jacka Pawlickiego:

Najkrótsza recenzja tej książki powinna wyglądać tak: „Poczytajcie sobie”. Bo to rzecz do szybkiego, niezobowiązującego czytania, przewracania stron i oglądania obrazków. Ale przy tym także źródło wielu ciekawych spostrzeżeń i praktycznych informacji dla kogoś, kto nie jechał autobusem z drewnianą podłogą w Indiach, albo nie brał zastrzyków przeciw wściekliźnie w Kambodży, bo akurat pogryzły go wściekłe małpy...

Przyznam, że byłem nieco uprzedzony do książki z powodu podtytułu „Przewodnik dla podróżujących kobiet”. Nie jestem bowiem kobietą, ale dużo podróżuję. Właściwie od ponad 10 lat jeżdżę do odległych miejsc na świecie, by znaleźć siłę napędową. Rozumiem jednak , że decydując się na taki podtytuł autorka próbowała znaleźć niszę.

I chyba się udało.

Książkę Marzeny Filipczak czytałem nieco inaczej niż przeciętny czytelnik. Podobnie jak autorka jestem zarażony wirusem podróży. I kiedy kończę jedną wyprawę myślę już o następnej. W dodatku większość miejsc opisywanych przez autorkę albo już odwiedziłem (Karnataka w Indiach, Bangkok) albo za kilka miesięcy zobaczę (Kambodża, Wietnam).

A jednak nie zawiodłem się lekturą, choć nie da się ukryć, że książka jest „podrasowanym” blogiem. Filipczak nie zanudza nas pseudonaukową i podróżniczą erudycją. Wstrzemięźliwy język pomaga przykryć różne niedostatki. Wielką zaletą są zdjęcia - amatorskie a jednak z charakterem. Są na nich miejsca odwiedzone przez autorkę, ludzie, których spotkała. Swoje robi też szata graficzna - książka nawiązuje do kolorowego kalandarza/przewodnika.

Słowem - poczytajcie sobie.

Marzena Filipczak, „Jadę sobie. Przewodnik dla podróżujących kobiet ”, Poradnia K, Warszawa 2009 

20:21, bartosz.weglarczyk , Książki
Link Komentarze (1) »
środa, 06 stycznia 2010

Dopiero dziś miałem okazję obejrzeć Krzysztofa Ziemca prowadzącego Wiadomości TVP. I chcę tylko powiedzieć, że bardzo, bardzo się cieszę. Krzysiek wygląda doskonale, prowadzi jak zawsze bardzo profesjonalnie. Trzymaj się Krzysztofie i wszystkiego najlepszego w nowym roku :)

19:34, bartosz.weglarczyk , Media
Link Komentarze (2) »

Gratulacje dla dzisiejszego DZIENNIKA za wyciągnięcie historii o aresztowaniu rosyjskiego nielegała. Dla tych, którzy interesują się wywiadem, to z pewnością jedna z najciekawszych historii szpiegowskich III RP. Bardzo chętnie poznałbym więcej szczegółów, być może komuś uda się je wyciągnąć.

Mam tylko problem z bardzo dla nas, Polaków, typowym nadymaniem się i kompleksem własnej wartości. Otóż możliwe jest, że szef GRU został zwolniony w zeszłym roku - co sugeruje DZIENNIK - właśnie za wpadkę jego agenta w Polsce. Możliwe. Ale równie możliwe jak to, że to polski wywiad wpłynął na wybór umiarkowanego Dmitrija Miedwiediewa na prezydenta Rosji.

Nasz wpływ na szczyty władzy w Rosji jest niewielki. W przypadku dymisji gen. Walentina Korabielnikowa jedyny argument za tym, że wyleciał on ze względu na wpadkę w Polsce, to zbieżność w czasie. Jednak:

po pierwsze - szefowie wywiadu nigdzie na świecie nie tracą stanowiska z powodu tego, że jeden nielegał gdzieś tam wpadł; to byłby absurd, bo takie rzeczy przydarzają się każdej dużej służbie i szefowie musieliby się wymieniać co kilka, kilkanaście miesięcy;

po drugie - szczera nienawiść Korabielnikowa do cywilnego kierownictwa MON była znana od dawna i wiadomo było, że Korabielnikow nie zgadza się na plany reformy sił zbrojnych ministra Sierdiukowa, w tym m.in. - co oczywiste z punktu widzenia każdego biurokraty - plany osłabienia GRU przez wyłączenie Specnazu spod kontroli szefa wywiadu wojskowego i przekazaniu go kierownictwu MON;

po trzecie - GRU było ostro krytykowane w Moskwie po wojnie gruzińskiej; Specnaz spisał się w niej nieźle, ale GRU byo krytykowane za zbyt powolne przekazywanie niezbyt dokładnych, a często po prostu mylnych danych taktycznych jednostkom na linii frontu, co oznacza, że GRU zawiadło w swej absolutnie podstawowej misji, czyli wsparciu wywiadowczym jednostek na polu walki;

i po czwarte - Korabielnikow kierował GRU od 1997 roku; jego czas po prostu się skończył, to była najwyższa pora by wymienić kierownictwo i MON wykorzystał szansę, by tego dokonać; a powodów i to ważnych miał więcej niż wpadka jednego nielegała (co - jak podkreśliłem wyżej - zdarza się każdej służbie, a dużym służbom zdarza się regularnie).

 

11:09, bartosz.weglarczyk , Rosja
Link Komentarze (4) »
wtorek, 05 stycznia 2010

Na świecie dzieją się na szczęście rzeczy o wiele ważniejsze od tego, jakie studia skończyła pani Kempa :)

Najważniejsza narada w Białym Domu - co powie Obama?
21:24, bartosz.weglarczyk , USA
Link Komentarze (2) »
środa, 30 grudnia 2009
Świat 2010: Będzie spektakularny atak terrorystyczny?
15:42, bartosz.weglarczyk
Link Komentarze (11) »
wyborcza.pl
Bartosz Węglarczyk

Szef działu zagranicznego Gazety Wyborczej

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Schronisko dla Zwierząt w Łodzi

Endgame

↑ Grab this Headline Animator

Subscribe to Endgame by Email