If you can fill the unforgiving minute with sixty seconds worth of distance run...
niedziela, 11 kwietnia 2010
wtorek, 23 marca 2010

Do późnej nocy kongresmani głosowali nad ustawą o reformie służby zdrowia, ostatecznie przyjmując ją o 22.48 (ustawę o przyjęciu Polski do NATO też głosowali po nocy, dokładnie o 22.17).

Wraz z ogłoszeniem wyników głosowania Barack Obama przeszedł do historii. Już nie jako pierwszy czarnoskóry polityk, który zajął to stanowisko, lecz jako pierwszy w historii prezydent USA, który obiecał i dotrzymał obietnicy objęcia wszystkich Amerykanów ubezpieczeniem zdrowotnym (no, prawie wszystkich, ale generalnie wszystkich tych, którzy chcą być takim ubezpieczeniem objęci).

W ten sposób Obama wymazuje jeden z dwóch wstydów Ameryki (drugim jest zdecydowanie zbyt szeroki - tak, wiem, moim zdaniem - dostęp do broni). Przy wszystkich krytycznych uwagach na temat reformy, przy całej złożoności tej debaty (a krytycy ustawy Obamy mieli troszkę racji i słusznie prezydent zrezygnował z kilku najbardziej kontrowersyjnych jej zapisów), było hańbą, że w Ameryce kilkadziesiąt milionów ludzi żyje bez żadnego ubezpieczenia.

Każdy, kto żył w USA wie, że jeśli ma się dobrą pracę, to ubezpieczenie nie stanowi problemu. Ten zaczyna się, gdy pracę się traci lub pracuje się na kiepskich warunkach. I o takich ludzi - w moim przekonaniu, zgadzam się tu z Obamą całkowicie - państwo ma prawo i obowiązek zadbać w jakimś podstawowym wymiarze.

Oczywiście, że tę reformę można jeszcze zepsuć. I oczywiście, że będą zdarzały się nadużycia, malwersacje, a opozycja wyciągnie każdy przypadek źle wydanego dolara na dowód, że Obama nie miał racji. Republikanie już zapowiadają, że najbliższe wybory do Kongresu uczynią referendum w sprawie służby zdrowia. Ludzie Obamy zaskakująco źle poprowadzili kampanię informacyjną na temat tej reformy - i dlatego dziś według sondaży więcej Amerykanów reofmry nie chce, niż chce. Zobaczymy, jak Demokraci poradzą sobie teraz.

12:01, bartosz.weglarczyk
Link Komentarze (38) »
piątek, 19 marca 2010

Jestem w połowie książki Artura Domosławskiego o Ryszardzie Kapuścińskim. Jest to jedna z najbardziej fascynujących książek wydanych w Polsce w ostatnich latach. Dyskusja wokół książki jest porywająca, ciekawe, ile z niej zostanie. Bo bez wątpienia Artur wrzucił granat w środowisko polskich reportażystów i odłamki jeszcze latają w powietrzu.

Napiszę jeszcze o tym, co chodzi mi po głowie czytając tę niezwykłą historię, ale polecam poniższy zapis arcyciekawej debaty w Muzeum Sztuki Nowoczesnej o książce Artura z udziałem m.in. Stasiuka i Bonieckiego. Pod koniec Romek Kurkiewicz wygłasza najciekawszą jaką do tej pory słyszałem ocenę książki Artura:

 

08:15, bartosz.weglarczyk , Polska
Link Komentarze (21) »
niedziela, 14 marca 2010

Właśnie skończyłem oglądać WŁADCÓW MARIONETEK Tomka Sekielskiego. Przy kilku słabościach to z pewnością najlepszy dokument ostatnich lat o polskiej polityce.

Zacznę od słabości, żeby mieć to z głowy. Po pierwsze - historia z dekretem Bieruta jest bardzo niejasno pokazana. Widzimy tylko człowieka, który twierdzi że dzieje mu się wielka krzywda i to na podstawie dekretu Bieruta. Być może tak jest. Być może, bo nie wiem nic o tym, co uważa druga strona, czyli urząd miasta.

Druga historia to historia szpiegowska pana Tylickiego. Nie mam wątpliwości, że Tomek ma rację twierdząc, że sprawa była prowokacją polityczną wymierzoną w posła Gruszkę. Tak zapewne było. Ale to nie jest dowód na to, że na pana Tylickiego nic nie było. Uniewinnienie pana Tylickiego w sądzie nie oznacza również automatycznie, że nic w tej sprawie nie było.

Pan Barcikowski, który występuje we WŁADCACH, ma rację mówiąc, że czasem sprawy szpiegowskie tak się w sądach kończą, bo kontrwywiad nie chce ujawnić dowodów. Tak było w USA dziesiątki razy, bo do lat 90. FBI nie chciało ujawnić w sądzie, że podsłuchuje radziecką amabasadę. Sprawy szpiegowskie nie są typowymi sprawami karnymi. Czasem zdarza się, że służba ponad potrzebę ukarania szpiega woli postawić np. utrzymanie w tajemnicy metod swej pracy. W sprawach o kradzież czy morderstwo takie sytuacje się nie zdarzają.

Ale to nie znaczy, że twierdzę, że pan Tylicki był szpiegiem. Pewnie nie był - w najlepszym razie zagraniczny wywiad szykował się dopiero do zwerbowania go. Ale być może było tak, że kontrwywiad coś tam miał, ale prokuratura - już na wyraźne zlecenie polityczne - nie zaczekała na dokończenie śledztwa i wysłała sprawę do sądu, bo trzeba było uderzyć w Tylickiego. Takie sprawy w historii służb zdarzają się na całym świecie. Albo że ABW odmówiło przekazania do sądu części dowodów. Albo że sprawa dopiero się rozwijała i ABW myślało że coś ma, a politycy wysłali to do sądu, spalili sprawę i okazało się, że dowodów (jeszcze) nie ma.

Na filmie pan Barcikowski proponuje Tomkowi, by się z nim spotkał na piwie, to mu opowie, co kontrwywiad miał na pana Tylickiego. Szkoda, że do tego spotkania nie doszło.

Tyle o słabościach. Teraz o sile filmu. Na mnie największe wrażenie zrobiły dwie historie. Po pierwsze Erika Steinbach. Gazeta Wyborcza od lat pisała o tym, że sprawę Steinbach rozdumuchują w Polsce politycy (głównie PiS, ale też LPR) dla własnych celów. Tomek to świetnie pokazał i chwała mu za to.

Moja druga ulubiona historia z WŁADCÓW jest mała, ale tylko pozornie i rozumiem dlaczego Tomek ją włączył do filmu. To opowieść o sklepie z alkoholem oddalonym 15 metrów od sejmowej kaplicy, co jest ewidentnie złamaniem prawa. Kluczowe w tej historii jest zdanie posła (tego od Big Brothera), który mówi, że KTO NIE SZANUJE PRAWA MAŁEGO, NIE BĘDZIE SZANOWAŁ PRAWA DUŻEGO.

Absolutnie tak - ale posłowie podpiszą cyrograf z diabłem, gdyby ten im obiecał kurek z wódką w pokoju sejmowym. Tu już sympatie polityczne nie mają znaczenia, następuje wielkie pojednanie ponad podziałami. Dyrdymały, które na temat alkoholu opowiadają bohaterowie Tomka, w zderzeniu z dramatem właściciela przydworcowego sklepu są skrajnym i otwartym przykładem obłudy polityków.

Jakiś czas temu jednemu z mediów odmówiłem prowadzenia programu o polityce krajowej. Jestem bowiem zdegustowany polskimi politykami potwornie. Tak, w jednych partiach jest takich darmozjadów więcej niż w innych, ale to nie zmienia faktu, że polska polityka leży i kwiczy (po pijaku). Nie mogę podawać większości polskich polityków ręki, bo mam wrażenie, że nie ukryję swego obrzydzenia.

W przeciwieństwie do Tomka nie jestem jednak tym faktem oburzony i zaskoczony. To myśmy spowodowali, że polska polityka jest jaka jest. My dziennikarze pozwalając politykom chrzanić głupoty i pozwalamy im się zachowywać jak pajacom. Ale i przede wszystkim my wyborcy - pozwalając politykom nie ponosić za to wszystko odpowiedzialności. Politycy są lustrzanym odbiciem wszystkich dorosłych Polaków, także tych którzy nie głosują, bo nie głosując w rzeczywistości pozwalają tylko innym zagłosować za siebie.

WŁADCY MARIONETEK to dobry tytuł. Nie wiem, kim zdaniem Tomka są te marionetki. Bo moim zdaniem jesteśmy nimi my.

Władcy marionetek, reż. Tomasz Sekielski, TVN24

piątek, 12 marca 2010

Do poczytania na sobotę - Eward Luttwak w nowym FOREIGN POLICY o wadach i zaletach nalotów bombowych we współczesnych konfliktach.

Jedna z ciekawych danych z tekstu - w 2008 r. z Gazy na Izrael spadło 3 tys. 278 pocisków i rakiet. W 2009 roku - zaledwie 248. W 2009 roku nie było też w Izraelu ani jednego samobójczego zamachu terrorystycznego. Wow.

20:08, bartosz.weglarczyk , Izrael
Link Komentarze (9) »
wtorek, 09 marca 2010

Wielki reżyser znany był z tego, że musiał się pokazać - choć na sekundę - w każdym swym filmie. Poniżej kapitalny montaż tych cameo:

12:56, bartosz.weglarczyk , Film
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 357
wyborcza.pl
Bartosz Węglarczyk

Szef działu zagranicznego Gazety Wyborczej

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Schronisko dla Zwierząt w Łodzi

Endgame

↑ Grab this Headline Animator

Subscribe to Endgame by Email