If you can fill the unforgiving minute with sixty seconds worth of distance run...
Blog > Komentarze do wpisu

Życie po tarczy

Z piątkowej GW:

Polska wciąż potrzebuje silnego sojuszu z USA. Tarcza mogła być jego podstawą, teraz trzeba po prostu poszukać czegoś w zamian

Po wczorajszej decyzji Białego Domu o rezygnacji z planów budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach stosunki Warszawy z Waszyngtonem będą się musiały zmienić. Rok 2009 okazuje się końcem bliskiego sojuszu trwającego dość długo, bo aż dziewięć lat.

Można i należy ten sojusz przedłużyć, ale na innych zasadach. Ameryka pozostaje słabnącym, lecz wciąż najważniejszym supermocarstwem na świecie, którego interesy i wartości fundamentalnie pokrywają się z naszymi. Ze względu na dysproporcję między oboma krajami sojusz ten nigdy nie będzie jednak równorzędny - to nam będzie na nim zależało bardziej niż Amerykanom. Tak było zawsze, tak jest i tak będzie.

Na przełomie lat 80. i 90. wydarzyła się rzecz wyjątkowa w naszej historii - wielkie mocarstwo i Polska miały idealnie zbieżne interesy. Obu krajom zależało na zakorzenieniu demokracji w Europie Środkowej oraz na wciągnięciu tej części Starego Kontynentu w zachodnioeuropejskie struktury polityczne i ekonomiczne. Na dodatek polska dyplomacja i polski wywiad okazały się ważnym i naprawdę skutecznym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie i w krajach dawnego ZSRR.

Dziś padamy ofiarą własnego sukcesu. Europa Środkowa jest stabilna, należy do NATO i Unii Europejskiej, nie grozi jej nic strasznego, rozwija się i bogaci. Waszyngton nie musi się już nam przyglądać, ma dużo większe problemy w Afganistanie i Iranie, w Chinach i Izraelu. Czyli w miejscach, które znamy gorzej i w których mniej się, niestety, liczymy.

Tarcza antyrakietowa mogła być dobrą podstawą do nowej fazy sojuszu z USA, bo po raz pierwszy w historii mogliśmy się stać częścią systemu obronnego o wiele większego od nas sojusznika. Wiemy, że to się już nie zdarzy.

Bez tarczy musimy znaleźć inną płaszczyznę wspólnych interesów z USA. Powinniśmy odbudować osłabiony podczas zawieruchy politycznej czasów PiS sojusz naszych i amerykańskich służb specjalnych.

Nasza armia powinna pozostać w Afganistanie, bo wycofanie się stamtąd będzie odebrane w Waszyngtonie jako podstawienie nogi prezydentowi w jego najtrudniejszej i najważniejszej międzynarodowej rozgrywce.

Polska powinna promować reformę NATO, bo przyszłość Sojuszu jest dziś poważnie zagrożona kulejącą współpracą sojuszników w Afganistanie i niechęcią Europy do brania na siebie odpowiedzialności za rozwiązywanie światowych kryzysów.

Amerykanie od lat próbują zmusić Europę do większego zaangażowania i Barack Obama wkrótce powie zapatrzonym w niego zachodnioeuropejskim sojusznikom, że robią zdecydowanie za mało. Polska powinna to stanowisko USA wesprzeć.

Silne NATO leży i w naszym, i w amerykańskim interesie, bo w sprawach bezpieczeństwa narodowego każdy kraj powinien się przygotowywać na scenariusz zły, nawet jeśli dziś wydaje się on mało prawdopodobny. My i Amerykanie to świetnie rozumiemy, ale wielu naszych sojuszników z Europy Zachodniej - już nie.

Warszawa powinna wycisnąć, ile się da, z podpisanej w 2008 r. deklaracji strategicznej USA i Polski. Amerykanie mogą i powinni wziąć udział w reorganizacji polskiej armii. Polscy żołnierze powinni w większym niż dziś stopniu korzystać z amerykańskich uczelni wojskowych.

W zamian możemy zaoferować Amerykanom dalsze wsparcie w NATO i pomoc na doskonale nam znanej Ukrainie, która przez wielu amerykańskich ekspertów jest postrzegana jako potencjalne źródło poważnego międzynarodowego kryzysu w najbliższych latach.

Warszawa powinna także działać w UE na rzecz jak największego zbliżenia z Ameryką. W obliczu światowego kryzysu gospodarczego taka współpraca, głównie ekonomiczna, jest na wagę złota.

Polska nigdy nie miała problemu wyboru lojalności między sojusznikiem zza oceanu i sojusznikami z Brukseli. Stawianie tej sprawy jako konfliktu było i jest niewłaściwe. Polska powinna odgrywać rolę kraju, który oba kolosy popycha ku sobie. Takie zbliżenie leży w interesie i USA, i Europy.

czwartek, 17 września 2009, bartosz.weglarczyk

Polecane wpisy

  • Nie zawsze warto rozmawiać

    Polski MSZ źle zrobił nie odwołując wizyty ministra spraw zagranicznych w Warszawie kilka dni po tym, jak białoruska milicja siłą odebrała Polonii Dom Polski w

  • D'Alema i Cimoszewicz

    Ambasador RP przy UE Jan Tombiński powiedział europejskim dziennikarzom, że Polska jest przeciwna kandydaturze Massimo D'Alemy na nowe stanowisko prezydenta UE

  • Biden i wszystko OK

    Wizyta wiceprezydenta Bidena nie przyniesie żadnych przełomych wydarzeń w stosunkach polsko-amerykańskich. A jednak jest bardzo ważna. Przede wszystkim dlatego,

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/09/17 23:39:51
"Nasza armia powinna pozostać w Afganistanie, bo wycofanie się stamtąd będzie odebrane w Waszyngtonie jako podstawienie nogi prezydentowi w jego najtrudniejszej i najważniejszej międzynarodowej rozgrywce."

A czy nie byłoby właściwsze zastanowienie się, jakie są Polskie interesy, a nie jak to zostanie odebrane za oceanem?

Cenię i szanuję wiedzę autora, ale jeszcze w XiX wieku lord Palmerson powiedział, że "Nie mamy wiecznych przyjaciół, nie mamy wiecznych wrogów. Nasze interesy są wieczne i mamy obowiązek ich strzec". I może my również powinniśmy myśleć w podobny sposób.

USA jakoś nie miało specjalnych problemów z rezygnacją z planów budowy tarczy i czy to zostanie odebrane w Polsce jako podstawienie nogi naszemu rządowi, czy też prezydentowi.
-
2009/09/18 01:38:13
@rafal.kieli

Nie, że przesadnie się sprzeciwiam, ale szanowny lord był przedstawicielem mocarstwa (bo tak można było UK oceniać w tamtych czasach), więc mógł tak mówić. Polska mocarstwem była tak dawno temu, że sama zdążyła o tym zapomnieć. Teraz jest byle jakim kraikiem w środku Europy i jeśli nie będzie sprytna i obrotna to nie będzie miała żadnych interesów z nikim, bo nikt się z nią nie liczy. Naszym interesem jest właśnie poszukiwanie wspólnego interesu. USA nie tylko może podstawiać nam nogę. Może zrobić nam nawet większe kuku i nikt specjalnie się nie zainteresuje.
-
krowa86
2009/09/18 04:45:05
W pełni zgadzam się z oceną pana Bartka. Dorzuciłbym jeszcze postulat skoncentrowania się na działalności dyplomatycznej w regionie - choć urząd prezydenta tak u nas, jak i w Republice Czeskiej, obsadzony jest dość niefortunnie, nie powinno to przeszkodzić w zacieśnieniu solidnej, codziennej współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej, czego wspaniałym moim zdaniem objawem jest projekt utworzenia wspólnych przedstawicielstw dyplomatycznych naszej Czwórki w co odleglejszych zakątkach świata. Trochę popuszczę wodze wyobraźni, ale jakby jakimś cudem udało nam się jeszcze ocieplić relacje słowacko-węgierskie, hasło "mocarstwa regionalnego" stałoby się mniej gołosłowne niż kiedykolwiek w ostatniej dekadzie. I z pewnością dobrze by to zrobiło naszemu wizerunkowi solidnego partnera w tej części świata.

A tak przy okazji odwołania akcji "tarcza" zastanawiam się, czy, kiedy i z której strony pojawią się na scenie politycznej co egzotyczniejsze głosy, argumentujące, iż jest to doskonała okazja do zrewidowania polityki zagranicznej, że przejrzeliśmy grę Waszyngtonu na wylot, a przyszłość bezpieczeństwa RP leży w ścisłej przyjaźni z Moskwą/Pekinem/New Dehli/Caracas/Bużumburą... ;-)
-
2009/09/18 08:58:48
A ja się zgadzam z pierwszym komentarzem. W ogóle jakoś tak podchodzimy do Ameryki jak do świętej krowy, cokolwiek powiedzą to musimy być na tak. To nawet nie jest nasz sąsiad, w rozgrywkach globalnych i tak się nie liczymy, to koncentrujmy się na rozgrywce lokalnej. W czasie wojny w Afganistanie i Iraku, jak przychodziło do wysyłania wojsk, to Polska od razu się na wszystko zgadzała, zupełnie jakby to był nasz jakiś obowiązek. Oni prowadzą własną politykę, my też powinniśmy prowadzić własną, żaden sojusz z USA nie jest nem potrzebny
-
2009/09/18 09:59:29
O jakim sojuszu nam tu pan redaktor opowiada? Sojusz to jest przymierze równych partnerów, a my w sprawach obronnych będziemy zawsze dla USA wasalem. No ale jak pokazuje zamieszanie wokół "tarczy", jest wielu, którym taki status Polski odpowiada. Uważają go nawet za historycznie i geopolitycznie uzasadniony.
Czym innym jest kupowanie od USA uzbrojenia, a nawet szkolenie kadry
oficerskiej na West Point, a czym innym mieszanie się w każdą
amerykańską awanturę. My tego po prostu nie musimy robić. Czas się
obudzić.
-
2009/09/18 10:52:32
to że nadchodzi zmiana w relacjach Polska-USA to bardzo dobrze. Gołym okiem było widać że coś jest nie tak. Żyliśmy i jako obywatele i jako nasza klasa polityczna oraz dziennikarze w iluzji, która jest niezdrowa do realnej oceny sytuacji.
Doktryna: USA to szlachetny partner, który zawsze nam pomoże (jak ten Gospodarz Domu z piosenki Anioła) więc i my nigdy nie pytajmy, tylko za USA choćby w ogień.
Jak mówią: skacz! to pytajmy tylko: jak wysoko?

Teraz będziemy bardziej trzeźwi, czyli mam nadzieję na stosunki jak pomiędzy dwoma partnerami biznesowymi: my zawsze chętnie się trudnych i ważnych dla was kwestii podejmiemy, o ile cos z tego będziemy mieli.
To paradoksalnie będzie też lepsze dla USA -wiedzą na czym stoją w stosunkach z Polską, wiedzą czego się po nas spodziewać wiedzą jak z nami rozmawiać. Kraj, który decyzje podejmuje na podstawie czynników niepoliczalnych jest z założenia nieobliczalny. Nigdy nie wiadomo czy za którymś razem powie: a nie bo się na was obraziliśmy. A obrazić taki kraj też nietrudno.

Uważam że fundamentalna zmiana jeszcze się w Polsce nie dokonała. Najwazniejszą kwestią w naszej polityce z USA jest nasz stosunek do Rosji, a raczej relacji Rosja-Zachód.
Jeśli sadzimy że w naszym interesie jest ciągła konfrontacja i napięcie na linii Zachód-Rosja (a tak sądzi cały PiS i wieeelu dziennikarzy) to rzeczywiście pakujmy się w ramiona Ameryki o nic nie pytając. Tarcza była przykładem tego myślenia. To jasne że niezaleznie od tego czy Polska to "bliska zagranica", czy część UE, żaden kraj w tym Rosja spokojnie nie przyjmie rozmieszczenia nowej groźnej broni przy jego granicy. Pamiętacie Kryzys Kubański?
Jeśli natomiast nasza klasa polityczna zdecyduje (jak Obama) że lepsze dla pokoju są dobre stosunki Rosji z Zachodem, to i nasze postrzeganie roli USA w regionie wreszcie się zmieni. Z Protektora w Partnera.
Oczywiście do tanga trzeba dwoja a więc i dobrej woli ze strony Rosji, ale twierdzę że aby Rosjanie przestaną myśleć o Polsce jako swojej strefie interesów dopiero wtedy, gdy my przstaniemy tak mysleć. Gdy będziemy trwałą i ważną częścią UE. Gdy porzucimy prometejską misję "pokazywania światu prawdziwej twarzy Rosji". Gdy pozbędziemy się kompleksów.

To bardzo dobrze że wraz z porzuceniem projektu tarczy Amerykanie weszli w nową, bardziej dojrzałą fazę stosunków z Polską. Mam nadzieję że do tej dojrzałości i nasi politycy dorosną (nie PiS i nie jednokadencyjny prezydent). I mam nadzieję że ew nowa Republikańska administracja swoją arogancją, protekcjonalnym traktowaniem, lub kolejną "świętą misją" tego nie odwrócą.
-
2009/09/21 09:47:30
Są dwie możliwości. Jedna mówi że to nie nasz biznes jak Amerykanie bronią się przed Iranem. Za tą opcją stoi Brzeziński: wyborcza.pl/1,75478,7052792,Brzezinski__Ta_dezyzja_nie_ma_nic_wspolnego_ze_stosunkiem.html
Podoba mi się w wypowiedzi Brzezińskiego to że wg niego Patrioty są ważniejsze od tarczy. Też zawsze stałem na tym stanowisku.

Są też inne opinie mówiące o tym jakim ustępstwem wobec Rosji jest rezygnacja z tarczy: wyborcza.pl/1,75478,7052769,Mitchell__To_najwiekszy_sukces_Moskwy_od_konca_Zimnej.html

Moim zdaniem całe zamieszanie świadczy o słabości Rosji, która nie zdoła(ła) podjąć rękawicy w zakresie swoich wojsk rakietowych, które są przestarzałe i wymagają natychmiastowej modernizacji. Uważałem że Rosja zechce wykorzystać tarczę jako uzasadnienie konieczności przebudowy własnych wojsk rakietowych. Innym aspektem jest przehandlowanie sprzedaży rakiet S300 do Iranu. Jeśli to było przedmiotem targów to być może USA i Izrael bardzo zdecydowanie opracowują plany uderzenia prewencyjnego na Iran.
-
2009/09/21 18:27:32
Paweł Wroński wspaniale przedstawił argumenty przeciwników tarczy, ja się z nim w pełni zgadzam.
dodam że wnioski Wrońskiego sa absolutnie przeciwne do wniosków Węglarczyka (np że tarcza to zagrożenie, że specjalne stos z USA to mrzonka, ze tarcza dzieliła NATO itp).
Może jakaś debata na goraco pomiędzy poblicystami tej samej redakcji?

wyborcza.pl/1,75968,7059818,Nie_placze_po_tarczy.html
-
2009/09/22 22:42:21
To jest dobry artykuł:
www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2009/09/21/AR2009092103112.html

Świetnie że przypomniała jak to list z Pentagonu z 2007r. zawierał sugerowaną odpowiedź, którą polski rząd miał jedynie podpisać i odesłać. Teza o tym że Obama kontynuuje politykę Busha jest całkowicie słuszna. Obama nie potrafi wykorzystać swojej popularności do tego aby podjąć trudne kroki, podobnie jak Bush nie potrafił się pozbyć paraliżującego strachu przed dennymi wskaźnikami popularności i dzięki temu też nic (dobrego) nie zrobił.
wyborcza.pl
Bartosz Węglarczyk

Szef działu zagranicznego Gazety Wyborczej

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Schronisko dla Zwierząt w Łodzi

Endgame

↑ Grab this Headline Animator

Subscribe to Endgame by Email