|
Blog > Komentarze do wpisu
Za kurtyną Sikorskiego, czyli good luck, Mr. PresidentRzadko się zdarza, by szef dyplomacji kraju UE witał nowego prezydenta tak szczegółową analizą jego programu, zamierzeń i wyzwań, przed jakimi staje w dniu inauguracji. Tym bardziej warto przestudiować artykuł ministra Radosława Sikorskiego, opublikowany dziś w „Gazecie”. Artykuły szefów dyplomacji są niemal zawsze pisanie językiem typowym dla dyplomatów - dość ogólnym, umożliwiającym różne interpretacje, zapisanym tak, by nikogo sobie nie zrazić, by nie przysporzyć sobie nowych wrogów. Spróbujmy więc zajrzeć za kurtynę dyplomatycznej kurtuazji. Minister pisze:
Uh, chłodno. W tak ważnym tekście, który dziś będzie studiowany w większości ambasad pracujących w Warszawie, liczy się każde słowo. W przypadku ministra tak biegłego w sztuce PR, każde słowo zostało dokładnie przestudiowane przed przelaniem go na papier. Minister napisał, że zasadnicze cele USA nie są rozbieżne, i to pomimo różnego stopnia zainteresowania poszczególnych krajów UE. Jak to czytać? Tak, że Polska nie zgadza się z wszytkimi celami polityki Obamy. Czytajmy wię dalej, by dowiedzieć się, z którymi.
Czytaj: nie spodziewam się żadnych rewelacji po Obamie. Mam tylko nadzieję, że cokolwiek on i pani Clinton wymyślą, przynajmniej się nas poradzą.
Czyli: Obama może dopomóc w poprawie stosunków Izraela z prezydentem Autonomii Abbasem oraz może pomóc wznowić zerwane w zeszłym tygodniu poufne rozmowy Izraela z Syrią. Może, ale nie jesteśmy do końca pewni, czy będzie chciał i potrafił.
Minister Sikorski mówi Amerykanom: wycofajcie się z Iraku i nie próbujcie manipulować Irakiem z cienia. Nie spodoba się to ani Arabom, ani nam.
Czytaj: wiemy, że Obama tak samo jak Bush będzie naciskał na Europejczyków, byśmy wysłali więcej żołnierzy do Afganistanu, Czadu i w inne miejsca. My, Europa, musimy przed Amerykanami wystawić wspólny front, wyrobić sobie jakieś wspólne stanowisko, bo w kupie mamy więcej do powiedzenia. I musimy jasno powiedzieć Obamie, że może i gdzieś dodatkowe wojska wyślemy, ale dopiero po dyskusji i nie na rozkaz Waszyngtonu. I tylko jeśli uznamy, że to ma jakiś sens. Sikorski nie zostawia wątpliwości, że będziemy bardzo pilnować, by nowy prezydent nie zlekceważył sobie NATO:
To sygnał zarówno do Obamy, jak i do krajów europejskich NATO - Polska będzie pilnować, by NATO było silne. Ktokowliek zaniedba NATO, spotka się z oporem Polaków, bez względu na to, jak bliski jest to nasz sojusznik. Sojusz - pisze Sikorski - to przede wszystkim instytucja chroniąca swoich członków i wydarzenia w Gruzji nam przypominają, że takie zagrożenie może się pojawić w dowolnej chwili. Chwilę dalej dostaje się ostro Bushowi:
To najbardziej ostra znana mi krytyka polityka Busha w wykonaniu szefa polskiej dyplomacji. Sikorski niemal otwartym - w dyplomacji bardzo rzadki przypadek - językiem oskarża Busha o dzielenie sojuszników. Oskarża go również o to, że nie wsłuchiwał się w głos i rady płynące z Warszawy. To musi się zmienić, musicie nas zacząć słuchać - mówi Sikorski. I w następnych akapitach wyjaśnia, że nasze rady przydadzą się Amerykanom zwłaszcza w budowie stosunków z Rosją. I bez podawania nazw krajów Sikorski wyraża nadzieję, że Obama będzie nadal popierał wejście Ukrainy i Gruzji do NATO. Zestawienie tego tematu razem z Rosją to jasny sygnał, że jedno ma wiele wspólnego z drugim. To dość oczywiste dla znawców polityki zagranicznej, ale w tekście szefa dyplomacji to ważna deklaracja. Na koniec minister składa nowemu prezydentowi dwie deklaracje w imieniu Polski:
oraz
Pierwsza deklaracja to sygnał, że nie jesteśmy zadowoleni z tego, jak dziś wyglądają nasze stosunki z USA i nie czujemy się jak kluczowy partner USA. Fakt, że artykuł Sikorskiego ukazuje się w dniu, w którym odchodzący prezydent Bush dzwoni z pożegnaniem do niektórych sojuszników omijając przy tym Warszawę, jest tylko przypisem do tej wypowiedzi pana ministra. Druga deklaracja to ostrzeżenie dla administracji Obamy, że choć sojusz z USA jest i nadal będzie jednym z podstawowych założeń polskiej polityki zagranicznej, to nie oznacza to, że będziemy automatycznie popierać każdy amerykański pomysł i każdą inicjatywę. Zrobimy to tylko tam, gdzie będzie nam to odpowiadać. I od Amerykanów zależy, jak często będzie się to zdarzać. wtorek, 20 stycznia 2009, bartosz.weglarczyk
TrackBack
Komentarze
Gość: Czeźwy, chello089078151073.chello.pl
2009/01/20 14:24:46
Przecież administracja prezydenta USA (jaki by on nie był) ma Polskę tam, gdzie Pan może pana majstra pocałować, Panie Bartoszu :O
Szkoda atramentu na Radkowe elukubracje...
Gość: Yanushev, 86-17-n1.aster.pl
2009/01/20 16:03:19
Z Sikorskim można się zgadzać albo nie (ja akurat się w większości kwestii przedstawionych w artykule zgadzam), ale wypada panu Bartoszowi pogratulować pomysłu - bardzo ciekawa analiza. Język dyplomatów jest jednak szalenie nieoczywisty.
Gość: , 209-180-29-3.mpls.qwest.net
2009/01/20 16:38:21
Bardzo trafne "tlumaczenie" redaktora Weglarczyka.
A wnioski ogolne sa takie. Jeszcze dzisiaj, wy Europejczycy i caly swiat bedzie Obame kochal i plakal ze wzruszenia ... od jutro bedziecie mniej lub bardziej rozczarowani. Jakikolwiek prezydentem bedzie Obama bedzie zainteresowany przede wszystkim interesami USA co zadufanym Europejczykom sie nie spodoba zwlaszcza w kontekscie tej calej masy bzdur wypowiedzianym w kampanii Obamy ktore rozbudzily zludzenia. Europa wiele rzada od Obamy ale jaklos nie slysze deklaracji w czym tez zamierza mu pomoc oprocz standartowych juz "wymadrzen". A zatem cieszcie sie dzisiaj bo od jutro obeda sie wam oczy szeroko otwierac. Prysnie mit ze wystarczy aby Bush opuscil prezydencki stolek a wszystkie problemy rozwiaza sie same tak skwapliwie pielegnowany przez ostatnie lata.
Gość: tamizdat, public34381.xdsl.centertel.pl
2009/01/20 17:21:48
Prosze, prosze - Radek taki chłodny w stosunku do Wuja Sama? Jakaż zmiana! Jeszcze kilka lat temu był czołowym pozarządowym liczącym te nieprzebrane korzyści z irackiej awantury. A teraz? Czyżby był taki zdolny, że aż zmądrzał? Obawiam się, że jedyne do czego Radek jest zdolny to do zmiany obiektu bezsesnsownej adoracji.
Gość: kryzys, cnet-t-218-222.petrus.pl
2009/01/20 19:50:33
Kult jednostki, zwany "Obamomania" jak za dobrych lat wojka Lenina;))))
2009/01/20 22:35:05
Tekst pana Radka jest komiczny - pan Radzio oczekuje, że USA wreszcie będzie się wsłuchiwać w sojuszników? Bardzo mądrze, ale jak dotychczas to panowie Radzio, Lesio, Jaro itp towarzystwo wsłuchiwało się uważnie w każdą wytyczną Busha!
Czemu Bush nie zadzwonił pożegnać się z polskimi politykami? Ano jak widać, dzwoni się do partnerów - do wasali i piesków się nie dzwoni. 2009/01/22 19:30:14
Pragnę przypomnieć, że Sikorski bardzo skutecznie wynegocjował warunki budowy tarczy antyrakietowej. Miał przeciwko sobie PiS w tradycyjnym sojuszu z Rosją. Jednak poradził sobie, chociaż BW powątpiewał w to.
|
|
Stan obecny zawdzięczamy z jednej strony rzeczywistej lub wyimaginowanej dezynwolturze poprzedniej administracji, ale równiez i temu, że sporo krajów europejskich chciałoby być recenzentami z prawem decydowania, bez albo przy minimalnym zaangażowaniu.
Akurat my byliśmy mało skuteczni, albo też nie potrafiliśy dobrze wycenić i przekonać partnera, że płacimy nieadekwatnie dużą cenę za zbyt mało ze strony partnera.