If you can fill the unforgiving minute with sixty seconds worth of distance run...
Blog > Komentarze do wpisu

Za kurtyną Sikorskiego, czyli good luck, Mr. President

Rzadko się zdarza, by szef dyplomacji kraju UE witał nowego prezydenta tak szczegółową analizą jego programu, zamierzeń i wyzwań, przed jakimi staje w dniu inauguracji. Tym bardziej warto przestudiować artykuł ministra Radosława Sikorskiego, opublikowany dziś w „Gazecie”.

Artykuły szefów dyplomacji są niemal zawsze pisanie językiem typowym dla dyplomatów - dość ogólnym, umożliwiającym różne interpretacje, zapisanym tak, by nikogo sobie nie zrazić, by nie przysporzyć sobie nowych wrogów. Spróbujmy więc zajrzeć za kurtynę dyplomatycznej kurtuazji.

Minister pisze:

Zasadnicze cele Waszyngtonu nie są rozbieżne z podejściem innych państw wspólnoty transatlantyckiej. Pomimo różnego stopnia zainteresowania i zaangażowania poszczególnych krajów europejskich w tych regionach, można zakładać, że znacznie więcej będzie nas łączyć, niż dzielić.

Uh, chłodno.  W tak ważnym tekście, który dziś będzie studiowany w większości ambasad pracujących w Warszawie, liczy się każde słowo. W przypadku ministra tak biegłego w sztuce PR, każde słowo zostało dokładnie przestudiowane przed przelaniem go na papier.

Minister napisał, że zasadnicze cele USA nie są rozbieżne, i to pomimo różnego stopnia zainteresowania poszczególnych krajów UE. Jak to czytać? Tak, że Polska nie zgadza się z wszytkimi celami polityki Obamy. Czytajmy wię dalej, by dowiedzieć się, z którymi.

Problemy Bliskiego Wschodu wymagają ścisłej współpracy USA z Europą. Mając na uwadze aktualne wydarzenia w Strefie Gazy, a także zbliżające się wybory prezydenckie w Autonomii Palestyńskiej, trudno oczekiwać przełomowych zmian dotychczasowej polityki Waszyngtonu.

Czytaj: nie spodziewam się żadnych rewelacji po Obamie. Mam tylko nadzieję, że cokolwiek on i pani Clinton wymyślą, przynajmniej się nas poradzą.

Niewątpliwym atutem prezydenta Obamy jest hipotetyczna zdolność do pośredniczenia w rozmowach Izraela zarówno z Ramallah, jak i z Damaszkiem.

Czyli: Obama może dopomóc w poprawie stosunków Izraela z prezydentem Autonomii Abbasem oraz może pomóc wznowić zerwane w zeszłym tygodniu poufne rozmowy Izraela z Syrią. Może, ale nie jesteśmy do końca pewni, czy będzie chciał i potrafił.

Jednym z poważnych wyzwań, przed jakimi staje prezydent Obama, jest zakończenie z sukcesem misji w Iraku. Wyrażamy nadzieję, że stopniowa normalizacja sytuacji pozwoli na wycofanie sił USA i rozwianie obaw sojuszników w regionie o przyszły układ sił po opuszczeniu Iraku i przekazaniu pełnej odpowiedzialności władzom w Bagdadzie.

Minister Sikorski mówi Amerykanom: wycofajcie się z Iraku i nie próbujcie manipulować Irakiem z cienia. Nie spodoba się to ani Arabom, ani nam.

Przystępując do otwarcia nowego etapu w stosunkach z USA, mamy też świadomość oczekiwań ze strony Waszyngtonu, głównie dotyczących większego zaangażowania państw europejskich i przyjęcia przez nie większej odpowiedzialności za ważne dla wspólnych interesów problemy, jak Afganistan, Iran, sytuacja w Afryce czy zagadnienia związane ze środowiskiem naturalnym. W odpowiedzi na te sygnały Europa powinna działać bardziej spójnie, a tam, gdzie to konieczne, zwiększać swe zaangażowanie.

Czytaj: wiemy, że Obama tak samo jak Bush będzie naciskał na Europejczyków, byśmy wysłali więcej żołnierzy do Afganistanu, Czadu i w inne miejsca. My, Europa, musimy przed Amerykanami wystawić wspólny front, wyrobić sobie jakieś wspólne stanowisko, bo w kupie mamy więcej do powiedzenia. I musimy jasno powiedzieć Obamie, że może i gdzieś dodatkowe wojska wyślemy, ale dopiero po dyskusji i nie na rozkaz Waszyngtonu. I tylko jeśli uznamy, że to ma jakiś sens.

Sikorski nie zostawia wątpliwości, że będziemy bardzo pilnować, by nowy prezydent nie zlekceważył sobie NATO:

Spodziewamy się, że nowa administracja będzie dążyć do wzmocnienia NATO jako fundamentalnej struktury gwarantującej bezpieczeństwo i pokój w Europie, stanowiącej równocześnie istotne wsparcie dla USA w podejmowaniu wyzwań dla bezpieczeństwa w skali globalnej. W interesie bezpieczeństwa Polski, podobnie jak wszystkich państw sojuszniczych, leży zapewnienie, że Sojusz utrzyma i systematycznie będzie wzmacniał wiarygodność wzajemnych zobowiązań obronnych.

Oczekujemy w związku z tym podjęcia w niedalekiej przyszłości debaty na temat koncepcji strategicznej Sojuszu. Doświadczenia ostatnich miesięcy, takie jak wydarzenia w Gruzji czy perturbacje z dostawami gazu do Europy, uświadamiają nam dobitnie, że europejskie bezpieczeństwo - pomimo względnie komfortowej sytuacji kontynentu na tle wielu innych regionów świata - wymaga stałego zaangażowania partnerów po obu stronach Atlantyku.

To sygnał zarówno do Obamy, jak i do krajów europejskich NATO - Polska będzie pilnować, by NATO było silne. Ktokowliek zaniedba NATO, spotka się z oporem Polaków, bez względu na to, jak bliski jest to nasz sojusznik. Sojusz - pisze Sikorski - to przede wszystkim instytucja chroniąca swoich członków i wydarzenia w Gruzji nam przypominają, że takie zagrożenie może się pojawić w dowolnej chwili.

Chwilę dalej dostaje się ostro Bushowi:

Prezydent Obama, mówiąc o odnowieniu relacji z Europą i odbudowie stosunków na prawdziwie partnerskiej płaszczyźnie, zapowiedział odejście od destrukcyjnej w swoich skutkach polityki podziałów. Nominowana na stanowisko sekretarza stanu Hillary Clinton zadeklarowała, że pod jej kierownictwem Departament Stanu rozwinie dalekosiężne działania dyplomatyczne we wszystkich rejonach świata. Z zainteresowaniem przyjmujemy te deklaracje i oczekujemy, że w praktyce przełożą się one na bardziej zrównoważone odczytywanie przez Waszyngton poglądów i interesów wszystkich europejskich państw sojuszniczych.

To najbardziej ostra znana mi krytyka polityka Busha w wykonaniu szefa polskiej dyplomacji. Sikorski niemal otwartym - w dyplomacji bardzo rzadki przypadek - językiem oskarża Busha o dzielenie sojuszników. Oskarża go również o to, że nie wsłuchiwał się w głos i rady płynące z Warszawy. To musi się zmienić, musicie nas zacząć słuchać - mówi Sikorski. I w następnych akapitach wyjaśnia, że nasze rady przydadzą się Amerykanom zwłaszcza w budowie stosunków z Rosją. I bez podawania nazw krajów Sikorski wyraża nadzieję, że Obama będzie nadal popierał wejście Ukrainy i Gruzji do NATO. Zestawienie tego tematu razem z Rosją to jasny sygnał, że jedno ma wiele wspólnego z drugim. To dość oczywiste dla znawców polityki zagranicznej, ale w tekście szefa dyplomacji to ważna deklaracja.

Na koniec minister składa nowemu prezydentowi dwie deklaracje w imieniu Polski:

Wierzymy, że współpraca dwustronna Polski z USA w okresie prezydentury Baracka Obamy wejdzie na jakościowo wyższy pułap.

oraz

Jesteśmy gotowi wspierać nową administrację USA wszędzie tam, gdzie zbiegają się nasze interesy i pozwala na to nasz polityczny i gospodarczy potencjał.

Pierwsza deklaracja to sygnał, że nie jesteśmy zadowoleni z tego, jak dziś wyglądają nasze stosunki z USA i nie czujemy się jak kluczowy partner USA. Fakt, że artykuł Sikorskiego ukazuje się w dniu, w którym odchodzący prezydent Bush dzwoni z pożegnaniem do niektórych sojuszników omijając przy tym Warszawę, jest tylko przypisem do tej wypowiedzi pana ministra.

Druga deklaracja to ostrzeżenie dla administracji Obamy, że choć sojusz z USA jest i nadal będzie jednym z podstawowych założeń polskiej polityki zagranicznej, to nie oznacza to, że będziemy automatycznie popierać każdy amerykański pomysł i każdą inicjatywę. Zrobimy to tylko tam, gdzie będzie nam to odpowiadać. I od Amerykanów zależy, jak często będzie się to zdarzać.

wtorek, 20 stycznia 2009, bartosz.weglarczyk

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/01/20 11:37:32
Jeśłi Europa nie popracuje, to nie będzie żadnego nowego sealu z USA. IMHO administracja USA może pójśc na pewne kjoncesje, ale pod warunkami większego zaangażowania zarówno militarnego, jak i politycznego, materialnego etc.
Stan obecny zawdzięczamy z jednej strony rzeczywistej lub wyimaginowanej dezynwolturze poprzedniej administracji, ale równiez i temu, że sporo krajów europejskich chciałoby być recenzentami z prawem decydowania, bez albo przy minimalnym zaangażowaniu.
Akurat my byliśmy mało skuteczni, albo też nie potrafiliśy dobrze wycenić i przekonać partnera, że płacimy nieadekwatnie dużą cenę za zbyt mało ze strony partnera.
-
2009/01/20 11:39:39
errata - nie sealu a dealu :-)
-
Gość: Czeźwy, chello089078151073.chello.pl
2009/01/20 14:24:46
Przecież administracja prezydenta USA (jaki by on nie był) ma Polskę tam, gdzie Pan może pana majstra pocałować, Panie Bartoszu :O
Szkoda atramentu na Radkowe elukubracje...
-
Gość: Yanushev, 86-17-n1.aster.pl
2009/01/20 16:03:19
Z Sikorskim można się zgadzać albo nie (ja akurat się w większości kwestii przedstawionych w artykule zgadzam), ale wypada panu Bartoszowi pogratulować pomysłu - bardzo ciekawa analiza. Język dyplomatów jest jednak szalenie nieoczywisty.
-
Gość: , 209-180-29-3.mpls.qwest.net
2009/01/20 16:38:21
Bardzo trafne "tlumaczenie" redaktora Weglarczyka.
A wnioski ogolne sa takie. Jeszcze dzisiaj, wy Europejczycy i caly swiat bedzie Obame kochal i plakal ze wzruszenia ... od jutro bedziecie mniej lub bardziej rozczarowani.
Jakikolwiek prezydentem bedzie Obama bedzie zainteresowany przede wszystkim interesami USA co zadufanym Europejczykom sie nie spodoba zwlaszcza w kontekscie tej calej masy bzdur wypowiedzianym w kampanii Obamy ktore rozbudzily zludzenia.
Europa wiele rzada od Obamy ale jaklos nie slysze deklaracji w czym tez zamierza mu pomoc oprocz standartowych juz "wymadrzen". A zatem cieszcie sie dzisiaj bo od jutro obeda sie wam oczy szeroko otwierac. Prysnie mit ze wystarczy aby Bush opuscil prezydencki stolek a wszystkie problemy rozwiaza sie same tak skwapliwie pielegnowany przez ostatnie lata.
-
Gość: tamizdat, public34381.xdsl.centertel.pl
2009/01/20 17:21:48
Prosze, prosze - Radek taki chłodny w stosunku do Wuja Sama? Jakaż zmiana! Jeszcze kilka lat temu był czołowym pozarządowym liczącym te nieprzebrane korzyści z irackiej awantury. A teraz? Czyżby był taki zdolny, że aż zmądrzał? Obawiam się, że jedyne do czego Radek jest zdolny to do zmiany obiektu bezsesnsownej adoracji.
-
Gość: kryzys, cnet-t-218-222.petrus.pl
2009/01/20 19:50:33
Kult jednostki, zwany "Obamomania" jak za dobrych lat wojka Lenina;))))
-
2009/01/20 22:35:05
Tekst pana Radka jest komiczny - pan Radzio oczekuje, że USA wreszcie będzie się wsłuchiwać w sojuszników? Bardzo mądrze, ale jak dotychczas to panowie Radzio, Lesio, Jaro itp towarzystwo wsłuchiwało się uważnie w każdą wytyczną Busha!
Czemu Bush nie zadzwonił pożegnać się z polskimi politykami?
Ano jak widać, dzwoni się do partnerów - do wasali i piesków się nie dzwoni.
-
2009/01/22 19:30:14
Pragnę przypomnieć, że Sikorski bardzo skutecznie wynegocjował warunki budowy tarczy antyrakietowej. Miał przeciwko sobie PiS w tradycyjnym sojuszu z Rosją. Jednak poradził sobie, chociaż BW powątpiewał w to.
wyborcza.pl
Bartosz Węglarczyk

Szef działu zagranicznego Gazety Wyborczej

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Schronisko dla Zwierząt w Łodzi

Endgame

↑ Grab this Headline Animator

Subscribe to Endgame by Email