If you can fill the unforgiving minute with sixty seconds worth of distance run...
Blog > Komentarze do wpisu

Najtrudniejsze słowo w języku polskim

Już po przeprowadzce, dziękuję za wszystkie miłe słowa. Właśnie zamontowali nam kablówkę, w telewizji piękna Joanna Pacuła czekając na Lee Marvina mówi "Jest sprawiedliwość na tym świecie", więc szybciutko tylko pozwolę sobie na to krótkie spostrzeżenie.

Zamieszkałem na dużym zamkniętym osiedlu na warszawskim Ursynowie. I chodząc z pudłami po przeprowadzce do śmietnika natykam się na nowych sąsiadów, którym mówię "dzień dobry".

Większość jest ciężko zdumiona, niektórzy patrzą na mnie, jak na jakiegoś wariata. Spotkałem kilka par - w każdej tylko kobieta odpowiedziała, mężczyzni nawet nie mruknęli.

Wróciłem do Polski już kilka lat temu, ale nadal zdumiewa mnie, jak ciężko Polakom przychodzi powiedzieć "dzień dobry", a "dziękuję" to najwyraźniej najtrudniejsze słowo w naszym języku.

Oczywiście poprawia się, w wielu sklepach klient mówiący "dzień dobry" po wejściu do sklepu nie wzbudza już paniki, a w moim urzędzie gminy Ursynów panie się uśmiechają i w ogóle są miłe (choć jedna pani przez pięć minut z uśmiechem na twarzy przekonywała mnie, że paszport nie jest dowodem tożsamości).

Ale w wielu innych sklepach sprzedawcy nadal wyglądają, jakby się męczyli niezmiernie, a każdy klient był ich katem. I patrząc na kompletnie zbitego z tropu sąsiada, który słysząc moje "dzień dobry" gdy wpadamy na siebie w windzie robi minę człowieka widzącego ducha, tak sobie myślę, że brakuje nam jakiegoś malutkiego genu odpowiadającego za zwykłą ludzką uprzejmość.

To tyle wrażeń z przeprowadzki. Od jutra wracamy do spraw naprawdę ważnych :) Zwracam uwagę na jeden akapit apelu Ruchu na Rzecz Demokracji poświęconego polityce zagranicznej. Mam dziwne przekonanie :) że będzie on miał swój ciąg dalszy.

I myślmy w tych dniach dużo o Estończykach. Potrzebują naszego wsparcia. 

środa, 02 maja 2007, bartosz.weglarczyk

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/05/02 22:27:19
Wygląda na to, że się przeprowadziliśmy w tym samym momencie :)) I w prawie to samo miejsce. Witaj sąsiedzie! Dzień dobry :)
-
2007/05/02 23:03:25
Precz z zamkniętymi osiedlami! ;)
W niezaszlabanowanych dzielnicach sąsiedzi z reguły mówią do siebie "dzień dobry" :)
-
2007/05/02 23:10:51
"Wróciłem do Polski już kilka lat temu, ale nadal zdumiewa mnie, jak ciężko Polakom przychodzi powiedzieć "dzień dobry", a "dziękuję" to najwyraźniej najtrudniejsze słowo w naszym języku."

Mnie nie zdumiewa, zwłaszcza w Warszawie, gdzie większość to przybysze, którzy - z oczywistych powodów - czują się wyobcowani. Tym bardziej nie dziwi to na zamkniętych osiedlach, które są zamknięte przecież właśnie dlatego, by odgrodzić się od przestrzeni publicznej, od obcych - by nie nawiązywać kontaktu.

Jeszcze mała uwaga o USA: spędziłam tam ok. roku mojego życia i o ile na początku nieustanne "hi", "how r u" wydaje się przyjemną odmianą w porównaniu do Polski, to po jakimś czasie zaczyna to nużyć. Zauważasz, że jesteś dla pozdrawiających cię tak samo obojętny/obojętna, jak dla Polaków nie mówiących "dzień dobry". Płytkie uśmiechy u Amerykanów i mówienie "hi" do każdego naokoło to tylko nużąca poza, podobnie jak formułka kelnerów w restauracjach: "hi, my name is Jenny". Nadużywanie takich form męczy, podobnie, jak nieużywanie ich u Polaków.
Z "dzień dobry" miałam fajne doświadczenie we Frankfurcie nad Menem, gdzie przez rok byłam na stypendium: po kilku tygodniach sprzedawca gazet przy wejściu do metra zaczął mi mówić "dzień dobry", podobnie jak sprzedawcy w sklepach, koło których często przechodziłam. W takiej sytuacji człowiek ma miłe wrażenie, że zaczyna być dostrzegany w lokalnej społeczności i przestaje być do końca amonimowy.
-
Gość: Polak w Ameryce, d38-206-107.home1.cgocable.net
2007/05/02 23:47:02
Zgadzam sie z przedmowca. To Hi albo hello, to tylko odruch, dla mnie po 20 latach denerwujacy. Czasami ma sie ochote powiedziec, aby zostawiono cie w spokoju. Lepiej bylo w Holandii. Tam ludzie zachowali duzo wiecej naturalnosci, chociaz tez bez przesady.
Co do uslug- nie chcialbym mieszkac i kupowac w Polsce. Tam ludzie wciaz pracuja jak na katordze lub zajmuja sie swoimi pogaduchami towarzyskimi w czasie, gdy powinni obslugiwac klienta. O brudzie i wrodzonej nieuprzejmosci, nie wspomne.
-
2007/05/03 00:04:33
Panie Bartku,
odnośnie dużych zamkniętych osiedli.

Generalnie jestem przeciw (nie przeciw zamknietym czworobokom z podwórkami, ale przeciw zamknietym osiedlom). Psują tkankę miasta. Mieszkałem kiedys na Żoliborzu (tzw. "urzędniczym", czyli w okolicach starego WSMu). Były tam bardzo ładne zadbane podwóreczka. Moje dzieci chodziły na podwórko do sąsiedniej kamienicy i bawiły się bezpiecznie na tym podwórku.

Kabaty pocięte takimi osiedlami to nie miasto - to getto. Szczytem wszystkiego jest Marina - ogromna przestrzeń wydarta miastu. Kto na to pozwolił, żeby szmat miasta był wycięty z miejskiej tkanki? (Miasto powinno wykupić ulice i zostawić je w strukturze miejskiej). Wystarczyłyby pozamykane kamienice z podwórkami. W Dublinie widziałem takie osiedla z drutem kolczastym na szczycie okalającego muru. U nas pewnie też tak niebawem będzie. W Stanach przy jakimś osiedlu typu Marina jacyś pomysłowi ludzie postawili ambonke widokową, mieszkańców można więc oglądać jak goryle w ZOO :)

Cóż, rozumiem względy bezpieczeństwa itd. ale ten sposób polityki miejskiej prowadzi do rozszarpania Warszawy na kawałki.

Na moim dość dużym osiedlu jest przedszkole, szkoła z salą gimnastyczną, dom kultury, kilka sklepów i w bardzo bliskim sąsiedztwie cztery nowe place zabaw ogólnodostępne (wywalczone postanowieniem mieszkańców). Czy u Pana są tylko parkingi? Zapewne jest mniej bezpiecznie, ale muszę stwierdzić, że ostatnio się poprawiło.

PS
Gratuluje wyboru, metro rulez.

pozdrawiam
Bernard
-
Gość: Buba, 80-43-147-247.dynamic.dsl.as9105.com
2007/05/03 00:53:18
Bartku, no czyz nie jest to typowe polskie - te wpisy red, Chucherko i Polaka w Ameryce? Ten pierwszy byl ledwie rok w USA a juz ich rozgryzl: i ta uprzejmosc amerykanska jest "nuzaca" (natomiast chamstwo w POlsce nigdy nas nie znuzy) i w gruncie rzeczy "co my ich obchodzimy". A ten drugi nawet po 20 latatch w Ameryce "denerwuje sie" jak go ktos z milym usmiechem pozdrawia!
Mieszkalam w Ameryce wiele lat i nie spotkalam nikogo tak reagujacego, procz swych rodakow, ktorych nie denerwuje uzywanie slowa kurwa w charaklterze przecinka, natommaist czuja nieprawdpodobna wyzswzosc wobec nuzacych swa uprzejmowscia Amerykanow.
-
2007/05/03 01:27:56
@Bernardo
Zwykle się z Panem zgadzam, ale tym razem pozwolę sobie podyskutować. Może dlatego, że tym razem mowa nie o polityce, ale o budownictwie :) ?

Nie odrzucam oczywiście przedstawionych przez Pana argumentów - są słuszne, ale mam wrażenie, że te argumenty dobrze wypadają np. w gazetach, gdzie szlachetni dziennikarze (sami mieszkający często na zamkniętych osiedlach właśnie - chociażby dlatego, że innych się już nie buduje) "słusznie" i "poprawnie politycznie" oburzają się na "wydzieranie miastu przestrzeni". Natomiast w "prawdziwym życiu" nie jest to już takie proste.

W zamkniętych osiedlach moim zdaniem chodzi mniej o bezpieczeństwo (bo nie ma zabezpieczeń, których nie można obejść), a bardziej o poczucie komfortu, związane z tym, że nikt nie ryczy nam dziko pod oknami o trzeciej w nocy, że na klatce nie spotykamy osób o wyglądzie narkomanów, że klatka nie zmienia się w skutek działalności wandalów w slums w kilka tygodni po remoncie. Generalnie chodzi o to, aby nie stykać się z pewnymi kategoriami ludzi.

Bo co ma sobie pomyśleć osoba mieszkająca na pierwszym piętrze, jeśli pod jej oknami kilka razy w tygodniu kilkunastu "karków" urządza sobie imprezę, a policja nie raczy reagować? Zapewniam Pana: taka osoba marzy o tym, że przestrzeń wokół jej kamienicy "wyciąć z miejskiej tkanki".

A jeśli chodzi o mówienie "dzień dobry", to na mojej klatce (stara, zadbana kamienica 15 minut od centrum Warszawy) najładniej się kłaniają i mówią "dzień dobry": diler narkotyków, jego dziewczyna handlująca skradzionymi komórkami oraz sąsiad piętro niżej, z wyrokiem w zawiasach za rozbój. Oczywiście oni w okolicy nie rozrabiają. Ale ich koledzy i klienci jak najbardziej.

Pozdrawiam serdecznie

@BW
Życzę wszystkiego dobrego w nowym mieszkaniu!
-
2007/05/03 02:39:39
Do BUBY
Po pierwsze: czytanie ze zrozumieniem

Napisałam, że "nadużywanie takich form męczy, podobnie, jak nieużywanie ich u Polaków." Dlatego nie wiem, co to znaczy "ta uprzejmosc amerykanska jest "nuzaca" (natomiast chamstwo w POlsce nigdy nas nie znuzy)(...) i skąd stwierdzenie, że "nie denerwuje uzywanie slowa kurwa w charaklterze przecinka"?
Nie napisałam, że "uprzejmość" nuży, tylko, że NADUżYWANIE pewnych form jest męczące, jeśli nie ma w tym nic oprócz formy właśnie.

Po drugie: "mieszkanie w Ameryce wiele lat" być może odzwyczaja od używania polskiego, ale w naszym języku czasowniki odmieniają się też przez rodzaje. Nie wszyscy piszący posty to "on" :)
-
Gość: Polak w Ameryce, d38-206-107.home1.cgocable.net
2007/05/03 05:05:35
@BUBA:
Moze Sz.Pan nauczylby sie czytac ze zrozumieniem po polsku. I troszeczke mniej wazeliny i bezkrytycyzmu w traktowaniu obcych obyczajow i obcej kultury. Sz. Pan widzi Amerykanow tak, my z RED. CHUCHERKO inaczej, i jest ogolnie fajnie. To, co najbardziej zabija urode zycia to monotonia krajobrazu i uniformizm pogladow. I denerwuje mnie wciaz "uzywanie slowa kurwa w charaklterze przecinka", bo nigdy tego nie czynilem. Moze Sz.Pana juz (a moze jeszcze) nie. Ale kultury, tylko nie tej powierzchownej, sprowadzajacej sie do "how are you" nalezy sie uczyc cale zycie. "Hi" Sz.Pan zlapie z telewizji pierwszego dnia bez znajomosci angielskiego. Bo to bardzo latwo.
-
Gość: Polak w Ameryce, d38-206-107.home1.cgocable.net
2007/05/03 05:10:15
Sorry, do Pana nalezy dodac na koncu "i". Nie zauwazylem, ze to "dama" wykazala sie taka smialoscia pogladow.
-
2007/05/03 06:01:09
Panie Bartoszu, czy jest Pan pewien ze ta tarcza przeszla juz wszystkie proby i moze dzialac operacyjnie - zdaje sie ze nie. Wiec poco tyle szumu?
-
Gość: Laura77, eqw18.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/03 07:21:31
Oprócz "dzień dobry" i "dziękuję" jest jeszcze jedno nieznane w Polsce słowo: "przepraszam". Wciąż prawie nie używane w języku polskim.
Pocieszające jest jednak to, Panie Bartku, że takie wyprzedzanie z mówieniem "dzień dobry" (szczególnie, kiedy towarzyszy temu uśmiech) z czasem przynosi efekty. Przynajmniej w moim przypadku tak bywa. Nawet największy gbur po takich naukach nabiera przyzwyczajenia i nnie tylko uczy się odpowiadać, ale i wyprzedza w uprzejmości. A kiedy dorzuca od siebie uśmiech, mówię o prawdziwym sukcesie.
Z autopsji wiem, że w większości sytuacji uprzejmość bywa zaraźliwa :)
Pozdrawiam!
-
2007/05/03 10:49:59
@paul.ferres:
*Bo co ma sobie pomyśleć osoba mieszkająca na pierwszym piętrze, jeśli pod jej oknami kilka razy w tygodniu kilkunastu "karków" urządza sobie imprezę, a policja nie raczy reagować? Zapewniam Pana: taka osoba marzy o tym, że przestrzeń wokół jej kamienicy "wyciąć z miejskiej tkanki".*

Niby racja, ale...
1. To, o czym piszesz, zdarza się również na zamkniętych osiedlach.

2. Moje okno wychodzi wprost na ulicę Starej Pragi i nie spotkałem się jeszcze z takimi problemami. Dlatego nabieram podejrzeń, że "argument spokoju" jest cokolwiek naciągany, a prawdziwe motywy zamykania się są inne (takie, o których pisała red. Chucherko).

3. Jeśli "miejska tkanka" zamienia się w slums, policja nie reaguje itd., to jest to raczej skutek prywatyzacji fragmentów miasta niż przyczyna. Czym mniej osób dba o przestrzeń publiczną, tym jest ona mniej publiczna, a bardziej zdegenerowana. U mnie akurat policja zawsze reaguje np. na zakłócanie ciszy nocnej. Ale to jest warszawska Praga, więc tu - jak powszechnie wiadomo - wszystko lepiej funkcjonuje ;)))

4. Czystość klatek schodowych, to już baaardzo naciągany argument. Zazwyczaj budynki są zamknięte, nawet jeśli nie znajdują się z całymi osiedlami za płotem. Tutaj zgadzam się z Bernardo: można w sensowny sposób utrzymać w dobrym stanie dzielnicę czy osiedle, bez wznoszenia murów.

5. Chyba popsuliśmy humor autorowi bloga ;)

Niech się święci 3 maja :)
-
2007/05/03 11:55:22
nie wiem czemu się dziwisz wprowadzając się do zamkniętego osiedla, produktu dla miastowych w pierwszym pokoleniu dla których wyznacznikiem postępu i awansu społecznego jest izolacja i pogarda dla tych od któryc odrośli (emanująca z czasem na wszystko co się rusza)

od urodzenia jestem krakowiakiem a od 2 lat pracuję w wawie. w krakowie jakoś wszyscy mówią sobie dzień dobry. rzeczywiście stołeczna oschłość mnie poraża. zamknięte osiedla to rzadkość (a ich mieszkańcy uważani są za upośledzonych mentalnie, delikatnie mówiąc - bo 1. człowieka cywilizowanego jak go stać to go stać na własny dom, choćby skromny a nie wprowadza się do familoka, choćby był z platyny :) 2. zamknięte osiedla powodują chęć do izolacji od kultury a większość mieszkańców czerpie jedynie z takich dóbr kultury jak IKEA albo McDonalds )
-
2007/05/03 12:14:52
@Kamnez

ad 1. Nie wierzę. Jeśli osiedle jest naprawdę zamknięte, to nie ma tam "karków". Bo niby skąd by się wzięli? Co najwyżej jakiś gówniarz zrobi imprezę pod nieobecność rodziców, a to jednak coś innego :)

ad 2. To nie zależy od dzielnicy, to zależy od danego budynku, kształtu podwórka, etc. Dwie kamienice dalej od mojej jest cicho i spokojnie, bo sąsiaduje ona z dużą ulicą. A ja mam pecha mieszkać od strony podwórka.

Jest nawet taka gałąź kryminologii, która analizuje jak kształt zabudowy wpływa na przestępczość.

ad 3. Indolencja policji nie ma nic wspólnego z prywatyzacją miasta. Jest to fenomen całkowicie samowystarczalny :)

I na czym ma polegać dbanie o przestrzeń publiczną? Mam się kłócić z gromadą karków, żeby nie niszczyli mojej klatki? Byli tacy co się kłócili. Na szczęście oni akurat wynajmowali mieszkanie - wyprowadzili się w ciągu kilku miesięcy.

U mnie też policja reaguje na zakłócenia ciszy nocnej. Czasami. Po godzinie-dwóch. Wystarcza na 15 minut - potem impreza trwa w najlepsze. Poza tym policja nie chce przyjeżdżać w dzień, a też by się przydało.

ad 4. Mój budynek też jest zamknięty. I co z tego, skoro ww. wspomniani dilerzy etc. cały czas otwierają drzwi, żeby po klatce mogli się wałęsać ich kumple?

Powtórzę jeszcze raz: zaletą grodzonego osiedla nie jest to, że jest odgrodzone murem, tylko że izoluje nas od pewnych kategorii ludzi, że mieszkamy wśród osób podobnych do siebie. Tylko tyle i aż tyle.

ad 5. Nie miałem takiej intencji :) Jeśli tak było istotnie, to przepraszam, panie Bartku!
-
2007/05/03 12:21:44
@Mctuzick
"produkt dla miastowych w pierwszym pokoleniu" - jedno z drugim nie ma żadnego związku.

"izolacja i pogarda" - a żebyś wiedział.

"własny dom" ROTFL - rozumiem, że właściciele penthouse'ów na Manhattanie są niecywilizowani, bo nie mieszkają w domach na wsi :)

"chęć izolacji od kultury" - jedno z drugim nie ma żadnego związku.
-
Gość: , ip72-196-205-117.dc.dc.cox.net
2007/05/03 13:01:34
Odnosnie grzecznosci,

Osobiscie barak odpowiedzi na moje "dzien dobry" mobilizuje mnie. Z punkt honoru przedkladam sobie by zawsze pamietac o pozdrowieniu osoby, ktora na pozdrowienie nie odpowiada. Z mojej praktyki wynika, iz po kilku (lub kilkunastu)razach udaje mis sie przeciwnika zlamac. Nagroda to mile memu uchu dzien dobry.

Artur
-
2007/05/03 13:13:48
@HENRYK131: tarcza jest w fazie prób. Już działa, choć na razie nie najlepiej. Ale pracują nad nią i szansa, że będzie działać z dużą dozą pewnością, jest.
-
2007/05/03 13:40:37
@paul.ferres:
*ad 1. Nie wierzę. Jeśli osiedle jest naprawdę zamknięte, to nie ma tam "karków". Bo niby skąd by się wzięli?*

Kupili mieszkanie na zamkniętym osiedlu, proste :) Myślisz, że "karków" na to nie stać? Wg mnie ulegasz stereotypom, że buractwo jest skorelowane z poziomem zamożności. Nie jest. Znam osobę, która wyprowadziła się z zamkniętego osiedla właśnie z tego powodu.

*ad 2. To nie zależy od dzielnicy, to zależy od danego budynku, kształtu podwórka, etc. (...)
Jest nawet taka gałąź kryminologii, która analizuje jak kształt zabudowy wpływa na przestępczość.*

Właśnie! I to jest droga do spokoju i bezpieczeństwa, a nie grodzenie. Podejrzewam zresztą, że szereg tradycyjnych, zamkniętych kamienic stwarza korzystniejszą - z punktu widzenia szeroko rozumianego bezpieczeństwa - przestrzeń niż odgrodzone od miasta osiedle z blokami. Nieprzypadkowo europejskie miasta zabudowane są w większości "pierzejowo".

*ad 3. Indolencja policji nie ma nic wspólnego z prywatyzacją miasta. Jest to fenomen całkowicie samowystarczalny :)*

Problem z policją, to nie tylko jej indolencja. W prywatyzującym się mieście coraz mniej osób zwraca uwagę na nieprawidłowości, które mają miejsce poza "ich" poletkiem. Ktoś musi wezwać tę policję w końcu. Albo nawet interweniować gdzieś kiedy ona nie wypełnia właściwie swoich obowiązków. No, ale to wymaga właśnie wyjścia poza swoją zamkniętą na cztery spusty przestrzeń :)

*Powtórzę jeszcze raz: zaletą grodzonego osiedla nie jest to, że jest odgrodzone murem, tylko że izoluje nas od pewnych kategorii ludzi, że mieszkamy wśród osób podobnych do siebie. Tylko tyle i aż tyle.*

No tak. Tylko, że Ty uważasz, iż ta "pewna kategoria ludzi", to łobuzy. A ja jestem przekonany, że przedmiotem niechęci zamykających się są po prostu ludzie mniej zamożni. Sorry za porównanie, ale to przypomina mi trochę stosunek wielu Amerykanów do Czarnych. Prawie nikt się nie przyzna, że nie lubi ich ze względu na kolor skóry. Wszyscy za to będą mówić, że to dealerzy, gangsterzy itd. Nie sądzę, by odsetek bezmózgów wśród tych, których stać na 30-letni kredyt mieszkaniowy był jakoś wyraźnie niższy niż u tych, których na to nie stać. Samo załatwienie sobie roboty i włożenie garnituru nie prowadzi jeszcze do odrostu szyi ;) Czasem wręcz przeciwnie ;)
-
2007/05/03 13:46:26
@ paul.ferres

"Mój budynek też jest zamknięty. I co z tego, skoro ww. wspomniani dilerzy etc. cały czas otwierają drzwi, żeby po klatce mogli się wałęsać ich kumple?"

A w czym pomoże zamknięte osiedle? To już kwestia tego jakich masz sąsiadów, a tego, niestety, się nie wybiera. No chyba, że kupisz sobie wszystkie mieszkania w klatce schodowej. Albo dom jednorodzinny.
-
2007/05/03 14:26:18
@Kamnez
Wybacz może naiwność, ale ja bym się chciał odgrodzić od bandytów. Dlaczego ma mi przeszkadzać, że ktoś jest mniej zamożny? Mam znajomych, którzy zdecydowali się kontynuować kariery w administracji państwowej (ja zrezygnowałem), zarabiają grosze i nie wpływa to jakoś na mój stosunek do nich. Wręcz patrzę na nich z szacunkiem, bo to prawdziwi idealiści :)

Twierdzę jedynie, że na zamkniętym osiedlu nie ma (jest mniej?) drobnych przestępców, gówniarzy kradnących radia samochodowe, dresiarzy siedzących na ławce pod blokiem i szukających bójki, bezrobotnych przypakowanych karków żyjących z rozboju. Nie może ich tam być, bo ludzie w tym wieku i/lub bez legalnych dochodów nie dostaną kredytu. A że wśród zamożnych ludzi jest mnóstwo buraków? Nie wątpię. Znam mnóstwo takich kolesi.

ad. 2 i 3 Powtórzę raz jeszcze: ani sprzyjająca kontroli społecznej architektura, ani grupa sąsiadów dbających o otoczenie danej kamienicy nic nie poradzi na grupę 10 karków, którzy akurat mają ochotę na wypicie piwka i poryczenie o drugiej w nocy.


I jeszcze dwie dygresje:
1. Wybacz proszę populistyczny argument, ale czy poziom przestępczości nie jest w USA nieco skorelowany z charakterem etnicznym danej dzielnicy? Więc ten stereotyp, głupi jak każdy stereotyp, ma jednak jakieś podstawy.
2. Piszesz: "A ja jestem przekonany, że przedmiotem niechęci zamykających się są po prostu ludzie mniej zamożni."
Może i tak jest. Ale to chyba naturalna skłonność ludzi - otaczać się podobnymi do siebie, także jeśli chodzi o dochody. Trudno tego zakazać.

Ponadto, jak tylko wreszcie w Polsce czynsze zostaną w pełni uwolnione i będzie można eksmitować niepłacących lokatorów, miasta naturalnie ulegną segregacji w koncentryczne kręgi uporządkowane według dochodów. Jest to więc proces nieunikniony. Być może grodzone osiedla są właśnie patologią-efektem ubocznym tego, że blokujemy działanie wolnego rynku w sektorze mieszkaniowym (o cholera, zabrzmiałem jak prymitywny UPRowiec, proszę o wyrozumiałość :)
-
2007/05/03 14:31:27
@Caido
Dom jednorodzinny odpada. Jestem mieszczuchem i chcę mieć kino 15 minut od domu, ponadto nie lubię jeździć samochodem :)

Pozdrawiam
-
2007/05/03 14:56:00
@paul.ferres:
*Wybacz może naiwność, ale ja bym się chciał odgrodzić od bandytów. Dlaczego ma mi przeszkadzać, że ktoś jest mniej zamożny?*

Nie mówię o Tobie. Niechęć wobec "biedaków" jest jednak bardzo często spotykana u odgradzających się. Zwróć przy okazji uwagę na to ile np. na warszawskich forach można znaleźć pogardy wobec pasażerów komunikacji miejskiej. Dla mnie układa się to w pewną całość.

*Powtórzę raz jeszcze: ani sprzyjająca kontroli społecznej architektura, ani grupa sąsiadów dbających o otoczenie danej kamienicy nic nie poradzi na grupę 10 karków, którzy akurat mają ochotę na wypicie piwka i poryczenie o drugiej w nocy.*

Nie zgodzę się. Raz, że - jak już ustaliliśmy - pewien typ przestrzeni miejskiej nie zachęca karków do rozrabiania. Zauważ, że najczęściej można ich spotkać na blokowiskach, a stosunkowo rzadko w "starych" dzielnicach z kamienicami. Dwa, sąsiedzi rzeczywiście dbający o najbliższe otoczenie mogą jednak wiele zrobić. Mogą wezwać policję, jak trzeba mogą wzywać ją codziennie. Mogą zażyczyć sobie spotkania z dzielnicowym. Mogą wpływać na zarząd dzielnicy. Wiem, że w wielu przypadkach takie działanie przynosi efekty.

*1. Wybacz proszę populistyczny argument, ale czy poziom przestępczości nie jest w USA nieco skorelowany z charakterem etnicznym danej dzielnicy? Więc ten stereotyp, głupi jak każdy stereotyp, ma jednak jakieś podstawy.*

Tak, tylko pozostaje pytanie co jest przyczyną, a co skutkiem. Polecam świetny wywiad z amerykańskim socjologiem L. Wacquantem:
www.gazetawyborcza.pl/1,76498,3741831.html

*Piszesz: "A ja jestem przekonany, że przedmiotem niechęci zamykających się są po prostu ludzie mniej zamożni."
Może i tak jest. Ale to chyba naturalna skłonność ludzi - otaczać się podobnymi do siebie, także jeśli chodzi o dochody. Trudno tego zakazać.*

Ale trudno też zachwycać się tym smutnym zjawiskiem. Z tego co się orientuję, nikt tu nie mówił o zakazywaniu.

*Być może grodzone osiedla są właśnie patologią-efektem ubocznym tego, że blokujemy działanie wolnego rynku w sektorze mieszkaniowym (o cholera, zabrzmiałem jak prymitywny UPRowiec, proszę o wyrozumiałość :)*

:)
No to przyszłość zweryfikuje kto z nas ma rację :) Jeśli "migracje" międzydzielnicowe wywołane uwolnieniem czynszów doprowadzą do tego, że spadnie zainteresowanie płotami, to będzie znaczyło, że istotnie grodzącym chodzi o zwykły spokój i bezpieczeństwo. Jeśli nie, to uzyskamy potwierdzenie tego, że mamy tu do czynienia jednak z pewną niezbyt zdrową formą snobizmu :)
-
Gość: Polak w Ameryce, 146.9.105.10*
2007/05/03 15:33:57
Wyglada jak dyskusja na temat "Living in Poland in 21nd Century". Nie wyobrazam sobie zycia w zamknietym osiedlu, bo przypomina mi to zycie w getcie lub obozie. Wole styl zycia amerykansko-kanadyjski w osiedlu z domami jednorodzinnymi, z kawalkiem trawnika i wszystkimi dobrociami. Ten styl pozwala odpoczac po pracy i w weekendy. Mieszkalem kiedys w apartamencie: to straszne; nawet wtedy, gdy metraz jest duzy i apartament jest luksusowy; jest to tylko mieszkanie w bloku.
-
2007/05/03 16:18:14
@Kamnez
1. Fora internetowe to miejsce, gdzie różni frustraci dają upust swojej frustracji :) W tym przypadku zapewne ludzie, których nie stać na samochód, odreagowują ten smutny fakt. Tymczasem np. w Niemczech wiele nawet zamożnych osób porusza się komunikacją miejską (i ewentualnie taksówkami), bo komunikacja miejska jest tam (przynajmniej w Hamburgu, Monachium i Frankfurcie) zorganizowana tak perfekcyjnie, że niezbyt się opłaca jeździć samochodem.

2. Masz rację - jestem chyba subiektywny w tej kwestii.

3. Wywiad z Wacquantem czytałem (czytuję "GW" regularnie, mimo że BW w to nie wierzy :). Jego poglądy są bardzo ciekawe, a wywiad momentami wręcz fascynujący, ale mam wrażenie, że p. Wacquant nie jest obiektywny w swoim dążeniu do całkowitego zdjęcia winy z czarnych.

4. Ja się absolutnie nie zachwycam grodzonymi osiedlami i wcale tam nie chcę mieszkać. No może tylko czasem :), jak mi towarzystwo w dresach ryczy pod oknami.

5. W większości "normalnych" miast na zachodzie są tzw. "dobre" i "złe" dzielnice. U nas (przynajmniej w Warszawie) wszystko jest przemieszane. Ja widzę w zamkniętych osiedlach próbę sztucznego stworzenia takich właśnie dobrych dzielnic. I dlatego trudno mi to potępić.

Oczywiście, też bym chciał aby wszędzie były same dobre dzielnice - ale to jest równie utopijne, jak powszechny pokój na świecie :)

Bosh, po ilu ciekawych kwestiach się tu przemknęliśmy. Choćby o tym wywiadzie z Wacquantem mógłbym godzinami dyskutować. Może kiedyś zorganizujemy spotkanie "komentatorów bloga Bartosza Węglarczyka"? :)

@Polak
Rozumiem amerykańskie przywiązanie do domów jednorodzinnych, ale zwróć jednak uwagę, że takie osiedla to też jest rodzaj getta - getta dla zamożnej, zwykle białej klasy średniej. Mury też są - tylko niewidoczne. Bo przecież takie osiedle zwykle leży dosyć daleko od miasta i trudno tam dojechać inaczej, niż samochodem.
-
2007/05/03 16:49:00
@paul.ferres:
*Rozumiem amerykańskie przywiązanie do domów jednorodzinnych, ale zwróć jednak uwagę, że takie osiedla to też jest rodzaj getta - getta dla zamożnej, zwykle białej klasy średniej. Mury też są - tylko niewidoczne. Bo przecież takie osiedle zwykle leży dosyć daleko od miasta i trudno tam dojechać inaczej, niż samochodem.*

Ano. Raczej nie chciałbym mieszkać w takim domku. Co prawda jestem wciąż singlem ;) więc w takiej sytuacji w ogóle byłoby to bez sensu, ale i raczej nie marzę o niczym takim. Za bardzo lubię sobie pospacerować po mieście albo przejść się do pubu, żeby zapragnąć żyć w domku z ogródkiem. A za trzy tygodnie otwierają nowe kino w Warszawie, do którego będę miał 2 minuty marszu. O! ;)
Pozdrawiam wszystkich :)
-
Gość: Polak w Ameryce, 146.9.105.10*
2007/05/03 17:21:54
Paul.Ferres:
"Rozumiem amerykańskie przywiązanie do domów jednorodzinnych, ale zwróć jednak uwagę, że takie osiedla to też jest rodzaj getta - getta dla zamożnej, zwykle białej klasy średniej. Mury też są - tylko niewidoczne. Bo przecież takie osiedle zwykle leży dosyć daleko od miasta i trudno tam dojechać inaczej, niż samochodem."
Niezupelnie prawda. Moze czesciowa prawda w Stanach, ale nie zawsze. Moi bezposredni sasiedzi to Kanadyjczycy (biali), Polak (bialy), Chinczyk, Serb (Bosnia), Sikh (India), Murzyni (jeden z Karaibow, drugi prawdopodobnie z Afryki). Do pracy jade w jedna strone, lacznie z przejechaniem tunelu (gdzie jest kolejka) i odprawa graniczna- 30-35 min. Prawda, ze wolalbym metro lub autobus (lubie czytac, lub miec chwile spokoju, aby zebrac mysli), ale w Detroit to niemozliwe. Jest to natomiast mozliwe w Bostonie, N.Yorku lub Toronto, gdzie komunikacja miejska jest dobrze zorganizowana i nie warto wyciagac samochodu. W Holandii, ludzie rowniez mieszkaja w domkach jednorodzinnych i robia zakupy na piechote.
-
Gość: Nataniel, adsl-76-224-93-6.dsl.emhril.sbcglobal.net
2007/05/03 18:51:54
Dzieki Bartosz za obraz polski Kulturalnej. A tak w myslach miewam ciagle Polske zyczliwa, szczesliwa, optymistyczna grzeczna i rycerska dla Pan.
Przechodzilem to samo co inni w Ameryce i bralem sobie doslownie slowo how are you, czy how'(re)you doin(g) jak tutaj inni Grecy czy moi rodacy, i tez to mnie z poczatku denerwowalo, dopoki szybko nie zaskoczylem, ze to niema zadnego znaczenia Jak sie Pan miewa, czy jak Panu, Pani idzie, jak tylko jest zwyklym pozdrowieniem i wyrazeniem zyczliwosci nie tylko w stosunku do innego obcego czlowieka, ale przede wszystkim wyrazeniem, ze sie zyje w swiecie gdzie zycie daje szanse kazdemu i sie tej szansy ani nikomu nie odbiera, a wrecz dodaje otuchy, cieszac sie z tego gdy komus sie powiedzie.
Wchodze czesto do wind okazalych szpitali sam, nagle w ostatnim momencie wbiega piekna, biusciasta pielegniarka, czy szczupla, wysportowana chlopczyca i dziekuje szczerze, ze przytrzymalem jej winde, usmiechnieta od ucha do ucha naciaga na rozmowe o pogodzie itp. Za moich polskich czasow wyjatkowej kultury, uwazalbym to za znak juz sex propozycji. Takiego zyczliwego nastawienia doswiadczam w USA miliardy razy. Jest to przyjemne, jest to wlasciwe, jest to sprzyjajace zyciu jak i samej kulturze, ktora rzekomo o 100% nizsza od tej europejskiej, nie wspominajac o szarmanckiej i szlacheckiej Polsce, gdzie popularnie i nagminnie sie zastepowalo nazwe kobiety "curva. O jak innej konnotacji w potocznej mowie amerykanskiej wyrazaja slowa intymnej czesci ciala kobiety "pussy", a w Polskim, nawet nie potrafie wystukac na klawiaturze. Nawet nie potrzeba uczyc kultury dzieci, bo slysza one wszedzie i widza dookola slowa i etyke zyczliwosci; Thank you, sorry, I love my car,love my dog, my cat, my house, love you mom and dad, I appreciate it - wyrazane szczerze. Wrodzony egzystencjonalizm Sartra, T. Manna, czy Heidegger'da gleboko w arteriach kulturowych Polski, jaka ja pamietam. Owe wymieszane z kantowskim, freudowskim i religijnym spojrzeniem na czlowieka, ktory z natury niedobry i ktorego obciazona grzechem pierworodnym dusza uwieziona rzekomo w parszywym i cuchnacym ciele. Oczywiscie, ze ci intelektualni i spiytualni liderzy nie powymyslali wulgaryzmow, ale dali dobre podloze czym jest zycie, czym jest czlowiek, a reszta to juz podaza bezmyslnie, cynicznie.... I myslalem, ze bujam w negatywnych oblokach o kulturze obecnej Polski, ale ktorys z filmow, gdzie wyjatkowo bylo duzo prymitywnych wulgaryzmow, sprowadzil mnie z bajek o polskiej etyce (ktora zawsze jak by nie bylo z moralnosci) na twardy narodowy grunt .
Zapewno odezwa sie glosy o wulgarnym slownictwie muzyki czarnego i bialego rapu w USA. Zapewne to istnieje i cuchnie tym i tutaj. Oczywiscie, ze rap rapowi nie rowny, ale ponizenie w nim kobiet wyjatkowe. Niestety kultura rapu ogarnela w wiekszosci populacje afroamerykanska, czyniac w niej istna dewastacje kulturowa i produkujac cynikow jak i jak i bezradnych zyciowo analfabetow.
-
2007/05/03 18:58:43
@NATANIEL: z twoją oceną rapu nie do końca się zgodzę, ale pod opisem amerykańskiej życzliwości i kompletnego niezrozumienia jej przez Polaków - podpisuję się obydwiema rękami.
-
Gość: neo0307, cgq23.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/03 19:11:21
zgadzam sie z natanielem co do rapu moim zdaniem jest to najgorszy gatunek muzyki niestety moj brat krzysiubieniu tego slucha ROCK RULES
-
2007/05/03 19:15:42
Pytanie techniczne
gdzie woli Pan prowadzić dyskusje - tu, czy w S24? Ja z przyzwyczajenia zaglądam tutaj, a nie ma sensu dublować komentarzy.

A co Pan sądzi o zamkniętych osiedlach? Jestem ciekaw czy są tam tylko parkingi, czy jest też plac zabaw, zieleniec i oczko wodne (w niektórych tak jest), bo w żadne szkoły, przedszkola ani domy kultury to oczywiście nie wierzę, ale zapraszam np. do Domu Kultury Stokłosy - własność spółdzielni, na powszechnie dostępnym terenie tuż obok niebrzydkiego placu zabaw. Mieszkańcy osiedli zamkniętych również mile widziani.

pozdrawiam
Bernard
-
2007/05/03 19:22:13
@BERNARDO: zapraszam tutaj, bo na S24 w ogóle nie dyskutuję
Jeśli chodzi o osiedla zamknięte, to ja wychowałem się w obrzydliwym slumsie, jakim były do połowy lat 90. warszawskie Sielce - osiedle na Dolnym Mokotowie. Mam poważny uraz i chcę mieszkać na osiedlu odizolowanym od otoczenia, a dokładniej mówiąc - od hołoty, od pijaczków i od meneli.
U mnie jest i plac zabaw i parking podziemny i zieleniec.
-
Gość: Laura77, aaaa167.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/03 19:23:52
Nataniel:
Powiem więcej, niektórzy Polacy w USA mają pretensje do Amerykanów za owo rutynowe "How are you", twierdząc, że za tym wyrażniem nie kryje się żadne rzeczywiste zainteresoswanie losem interlokutora. Nie mnie oceniać, choć pierwszy szok mam już za sobą - przyzwyczaił nas do owego "How are you doing" nasz native speaker w liceum, rodowity Amerykanin. Nie powiem, żeby owa życzliwość była niemiła. Wręcz przeciwnie. DLaczego jej nie adaptować na warunki polskie? Co niniejszym czynię od lat.
Co do owej "rycerskości dla Pań" w Polsce - muszę Cię zmartwić. Jest jej coraz mniej. Żeby nie powiedzieć, że zanika. Przyjmuję ten fakt z głębokim smutkiem, ale na pewno nie przysłużyła się temu korzystnie postawa niektórych feministek piętnujących np. zwykłe przepuszczanie w drzwiach i ich wcześniejsze otwieranie przez panów. Bywa, że Panowie o tym zapominają, puszczając drzwi i kobietą za sobą :( Tempora mutantur?...
-
Gość: Polak w Ameryce, 146.9.105.10*
2007/05/03 19:35:59
@Nataniel:
Co do opisu znaczenia powitan i standartowych uprzejmosci amerykanskich, zgadzam sie z Toba. Tylko nie nalezy ich nadinterpretowac. Moze czasami ten powierzchowny styl komunikacji ze swiatem zewnetrznym odpowiada mi; no czasami - drazni, gdy niektorzy osobnicy sa natretni i powinno sie bronic swojej strefy prywatnosci- ale Amerykanie wiedza, ze pewnych granic nie przekracza sie; jest to jednak o niebo lepsze niz zachowanie naszych rodakow, zwlaszcza w kraju. Ale to jak porownanie przyslowiowych jablek i gruszek.
-
Gość: Polak w Ameryce, 146.9.105.10*
2007/05/03 19:43:43
@Laura 77:
A co o calowaniu pan w reke przy powitaniu? W Ameryce byloby to poczytane za "sexual harrassment"? Pan Premier i inni oficjale wciaz to czynia.
A z tymi drzwiami, czasami lepiej puscic niewiescie w nos, niz narazic sie na polityczna niepoprawnosc. Dziwie sie, ze Nataniel wciaz na wolnosci. Moze Chicago jest bardziej liberalne.
-
2007/05/03 19:50:20
@POLAK W AMERYCE: z tym całowaniem w rękę to wszystko zależy od środowiska. W Waszyngtonie wzbudziłoby u całowanej pani zawstydzony uśmiech, w San Francisco mogłoby być gorzej.
-
Gość: Laura77, aaaa167.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/03 19:55:54
Polak w Ameryce:
Co do całowania w rękę - zanika również. W tym miejscu jednak muszę dopisać od siebie - na szczęście. Dla mnie to zawstydzające i zbytnio spoufalajace, szczególnie, gdy Pana całuującego widzę pierwszy raz w życiu. Niezrozumiała to dla mnie tradycja.
Do do palnięcia drzwiami w buzię - zapewniam Pana - nie jest to przyjemne a oburzające. Niestety - doświadczyłam tego, co nie świadczy zbyt dobrze o wymienionym przedstawicielu płci męskiej.
-
Gość: Laura77, aaaa167.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/03 20:01:57
@Polak w Ameryce:
Zapomniałam dodać - nie zauważyłam, żeby całowanie kobiety w rękę było u nas traktowane jako "sexual harassment". To raczej komiczny przeżytek, praktycznie niespotykany w młodszym pokoleniu (dwudziesto - trzydziestolatków).
-
Gość: , adsl-76-224-93-6.dsl.emhril.sbcglobal.net
2007/05/03 20:26:31
Bartosz, zgadza sie. Lubie rytm i mowe trawe nawet i polskiego rapu, ale afroamerykanski tak mnie slownictwem przytlacza, ze go M.F. nie moge zdzierzyc, chociaz z wtapianiem sie w to srodowisko nie mam problemu jak i z intonacja tego rodzaju mowy.
Witaj Lauro i zegnaj. Milo tutaj z Wami zwlaszcza z Lauro, ale musze juz zwiewac w wir wielkiego miasta, w samo centrum.
-
Gość: Nataniel, znaczy mialo byc., adsl-76-224-93-6.dsl.emhril.sbcglobal.net
2007/05/03 20:27:04
???
-
2007/05/03 20:30:43

Donosze Panu, ze rok temu przenioslem sie z "domku z ogrodkiem" do penthouse'u na 24 pietrze. Co za rozkosz, a nieograniczony widok na czter strony, szczegolnie noca, to wprost bajka.
Mieszkanie w domku ogranicza swobody obywatelskie, tyle idiotycznych zajec z pieleniem, polewaniem, sadzeniem i pozbywaniem sie obrzydliwego robactwa. Jezeli sie pracuje, powrot po pracy do "domku" to pelna blokada. Bo juz nie ma czasu, zeby gdziekolwiek sie ruszyc no i nuda tych codziennych czynnosci.
Domek wiazal mi skrzydla. Teraz trzaskam drzwiami i lece gdzie mnie oczy poniosa. Dodatkowo mam mieszkanie w W-wie tuz przy stacji metra Politechnika, dwa kroki do Wspolczesnego, cztery do Jandy, plus Luna i francuskie filmy nieobecne na tym zachdnim kontynencie. Do kina Wisla i Bliklego przy placu Wilsona 7(siedem!!!) minut. A te restauracyjki tuz pod reka !!! TO JEST ZYCIE!!!
Nie musza mi mowic dziendobry, a jak zaczyna mi to przeszkadzac, a glownie idiotyzm PISiakow zwijam zagle i mnie nie ma.Polecam !
-
Gość: Kopernik, ablg100.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/03 20:31:19
Ja postrzegam brak uprzejmości w Polsce jako swoistego rodzaju folklor. Nie chciałbym go potępiać, bo jest ciekawy do obserwowania. W sklepie, urzędzie, na ulicy - wszędzie można dostać op...;). Jak ktoś się na mnie wydziera z niewiadomego powodu, to jakoś specjalnie mnie to nie stresuje. Przeważnie mam z tego niezły ubaw. Jest co opowiadać znajomym;).

Co do Ameryki, to w zasadzie całkowicie zgadzam się z Polakiem w Ameryce i Red.Chucherko. Mnie również po pewnym czasie zaczęło męczyć to standardowe "how are you", które w konsekwencji u wszystkich rozmówców przechodziło w równie rutynową odpowiedź - "good".
W Polsce, jak ktoś Cię juz zapyta, co słychaćm, to przynajmniej wiesz, że faktycznie jest tym zainteresowany. W Ameryce niekoniecznie.
-
2007/05/03 20:40:13
Nawiazujac do "how are you" dodac musze, ze jest to duza odmiana, kiedy po pobycie w Polsce, pies z kulawa noga nie mowiac o najblizszych przyjacielach nie sa zainteresowani moim zyciem w zadnym jego aspekcie. Jezeli przez pomylke, zaczne rozwijac jakis temat natychmiast pojawia sie slowo "aboja = a bo ja" i jestem dokladnie aczkolwiek czesto nieprawdziwie informowany o tym jak mi sie zyje w moim kraju z wyboru.
-
Gość: Polak w Ameryce, 146.9.105.10*
2007/05/03 20:52:09
@Henryk131:
Francuskie filmy tez sa tutaj dostepne, tylko trzeba sie troszeczke wysilic i znalezc je. Moze na DVD , ale zawsze. Zyjac tutaj, znam lepiej kino swiatowe (rowniez europejskie) niz moi znajomi w kraju, a oni nie naleza do uposledzonych kulturalnie.
-
Gość: Laura77, aaaj222.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/03 20:56:15
@Kopernik:

W moim rankingu miejsc,w których standardowo i wciąż często spotyka się najrozmaitsze wykwity niedociągnięć w dziedzinie kindersztuby zdecydowanie przodują środki komunikacji publicznej, na drugim miejscu znajdują się dziakanaty usoabiane przez Panie z obsługi administracyjnej uniwerków, w slangu nazywane "Panie cieciowe" - nieograniczona i faktyczna władza nad studentem ;)
-
Gość: Laura77, aaaj222.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/03 20:57:31
"dziekanaty", chciało się oczywiście napisać
-
2007/05/03 21:06:12
"U mnie jest i plac zabaw i parking podziemny i zieleniec."

No to nienajgorzej, bo niestety znam takie, w których są wyłącznie parkingi i trawniki.

pozdrawiam
Bernard
-
Gość: Polak w Ameryce, 146.9.105.10*
2007/05/03 21:10:04
@Henryk131:
"Nawiazujac do "how are you" dodac musze, ze jest to duza odmiana, kiedy po pobycie w Polsce, pies z kulawa noga nie mowiac o najblizszych przyjacielach nie sa zainteresowani moim zyciem w zadnym jego aspekcie. Jezeli przez pomylke, zaczne rozwijac jakis temat natychmiast pojawia sie slowo "aboja = a bo ja" i jestem dokladnie aczkolwiek czesto nieprawdziwie informowany o tym jak mi sie zyje w moim kraju z wyboru."
Pozostaje lektura Kundery, poniewaz on rowniez zdiagnozowal to zjawisko w ostatniej swojej powiesci.
Pozdrowienia
-
Gość: Nataniel, adsl-76-224-93-6.dsl.emhril.sbcglobal.net
2007/05/04 01:54:34
Wciaz nie bierzcie sobie doslownie to how are you Tom, Mark, Roger czy Wes? i to do tego z intonacja odpowiednia do intonacji pytajacego sie. Ile sie kryje roznych niuansow w tonie i sposobie wypowiadania tego pozdrowienia. Jest tam i odpowiednia rytmika, jak w dobrym i zyczliwym jazzie z lat 1940 stych. Troche uszczypliwym jest What have you been up to, lately? Co takiego robiles przez caly dzien? Besides your f...ckin' around what else you do?, nastraszyl mnie w mojej pierwszej pracy surowym tonem maly, zezowaty, lysy i chudy Portorykanin, biegly w obydwu jezykach. Oczywiscie byl to zart, a ja sobie, jako pracowity Polak wzialem od razu do serca. Sammy okazal sie pozniej dobrym przyjacielem i niezwykle utalentowanym businessmanem. Pracowal,jezdzil najgorszymi gratami, bral pozyczki z banku i wszystko inwestowal w stare, upadle nieruchomosci, w miejscach, gdzie dzielnice byly kiedys przed wojna wspaniale, a pozniej byle jakie. Trafil w dziesiatke. Po latach, zainteresowanie inwestorow poszlo w okolicach North Ave, Division, Milwaukee, Southport, Webster i Clayborn, Armitage, gdzie same dzialki obecnie w granicach od 600 tys do 1.5 miliona. Sammy kalkulowal, czytal lokalna prase, rozmawial z wlascicielami. Ryzykiem, wiedza i rozwaznosci Sam Maldonado stal sie sporym i tworczym milionerem. Ile ja sie od niego nauczylem zycia. Slyszalem, ze zasluzona emeryture spedza w swoim Portorico i watpie, zeby siedzial bezczynnie. Zarazony Amerykanizmem skonczy kiedys zycie aktywnie, bo to niespokojny duch, a Amerykanizm nie posiada granic geograficznych.
Mlodzi Polacy jeszcze chyba bardziej agresywni i szybciej sie dorabiaja, gdzie ich celem zycie, a srodkiem do zycia pieniadze. A nawet jak im nie wyjdzie, to wciaz maja czas, aby zaczynac od nowa, teraz juz z bogatszym doswiadczeniem.
-
2007/05/04 13:36:37
@laura:
panie z dziekanatu są wieczne i niezniszczalne - i bywają nieuprzejme równiez wobec tzw. samodzielnych pracowników naukowych.
Swego czasu jeden z nowo wybranych prorektorów wybrał się z pielgrzymką po dzirekanatach wydziałów poza swoim macierzystym, gdzie go znano. Byłem świadkiem akcji w jednym z dziekanatów, gdzie pani nawet nie była specjalnie nieuprzejma, ale zostało jej dość dobitnie wytłumaczone, że ona jest tu wyłącznie dlatego, że studenci jej potrzebują, a jak jej nie będa potrzebować to nie ma potrzeby by utrzymywac jej miejsce pracy, więc może byłoby lepiej, by się starała.
Ale oczywiście jest równiez druga strona medalu, czyli studenci. Czasem człowiek się zastanawia, czy ma do czynienia z człowiekiem, który na uczelnie przybył by czerpac wiedzę, czy po to, by komus dac w mordę (niekoniecznie kosmatą). W moim archiwum mam całą kolekcję różnych chamskich maili od studentów łącznie z takimi, gdzie jedyne cenzuralne słowa to spójniki.
Innego rodzaju chamstwo można spotkać np. w punktach obsługi klientów sieci telefonii komórkowych. Jak taki zazwyczaj młody człowiek zobaczy kogos starszego, natychmiast przybiera protekcjonalny ton pt. ,,ty stary durniu, to g. wiesz, a ja jestem cały mądry''. Oczywiście całe to wtajemniczenie pryska jak się takiego zapyta np. o rodzaj filesystemu w Nokii takiej, czy innym Ericssonie. Robię to zresztą (nie bez pewnej lubiści) zawsze w tych punktach i uprzejmie się dziwię, że taki nie czyta co stoi na stronach www producenta.
To samo dotyczy sklepów z komputerami...

CHamstwo w Polsce jest wszechobecne. Po prostu aktualny ustrój - to nie żaden kapitalizm, tylko postsocjalizm.
W mentalności pozostało socjalistyczne chamstwo z niepohamowaną żądzą kasy.

A do kapitalizmu kiedys może dojdziemy.
Ale to potrwa, bo w niektórych gałęziach rynku pracy jest rynek pracobiorcy - w efekcie kopernikańska zasada o wypieraniu lepszego pieniądza przez gorszy ma również zastosowanie np. w budownictwie, czy działalności informatycznej. W innych jest dyktat pracodawcy.
A kapitalizm będzie, gdy nastąpi stan równowagi.
-
Gość: Laura77, equ142.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/05/04 14:11:53
@kosmata_morda_irasiada:

Zgadzam się całkowicie zarówno z charakterystyką pań z dziekanatu, jak i studentów, choć oczywiście nie można generalizować. Co do studentów - klasycznym przykładem - nazwijmy rzeczy po imieniu - chamstwa są dyskusje na forach internetowych studentów poszczególnych uczelni, na których królują bezlitosne charakterystyki pracowników naukowych , rankingi zajęć itp. Można nie poznać samego siebie w opisach studentów. Nieśmiertelny internet wyzwala prymitywne instynkta wśród wielu z jego użytkowników.
Choć pamiętam i moją wielokrotną bezsilność wobec pań z dziekanatu. Ile czasu zajęło mi opanowanie sztuki rozmawiania z nimi, szczególnie że z reguły czegoś chce się od nich, nie one od studenta. Pamiętam, że dopiero na piątym roku na twarzy przypisanej mojemu rocznikowi pani ZDARZAŁO SIĘ, że zagościł uśmiech.
-
2007/05/04 14:16:31
To ja po sąsiedzku powiem "Dzień dobry". :)
-
Gość: , efw51.internetdsl.tpnet.pl
2008/11/04 18:53:54
według mnie najtrudniej polakom powiedieć dziękuje
wyborcza.pl
Bartosz Węglarczyk

Szef działu zagranicznego Gazety Wyborczej

↑ top | © Agora SA | design by kate_mac
Schronisko dla Zwierząt w Łodzi

Endgame

↑ Grab this Headline Animator

Subscribe to Endgame by Email